Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

Wywiad z THRONEUM

Trzydzieści lat działalności, kilkanaście wydawnictw, niezliczone splity i przede wszystkim muzyka, której trudno pomylić z czymkolwiek innym. Throneum przez lata wypracowało własny język — brutalny, chaotyczny i bezkompromisowy, ale jednocześnie zdecydowanie mniej przewidywalny, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Choć „Mutiny of Death” czy „Bestial Antihuman Evil” na stałe zapisały się w historii zespołu, Throneum nigdy nie zatrzymało się wyłącznie na tym, co już raz zadziałało. Po sześciu latach od ostatniego pełnego albumu zespół powraca z „Love Is the Law But Death Is the Frame”. Nowy materiał ponownie pokazuje, że określenie Throneum mianem po prostu oldschoolowego Death Metalu nie wyczerpuje tematu. Obok charakterystycznej dla zespołu brutalności pojawiają się bardziej rozbudowane i nieoczywiste rozwiązania, a jednocześnie trudno mówić tutaj o jakimkolwiek odejściu od korzeni. O trzydziestu latach Throneum, zmianach w muzyce, długiej przerwie między albumami, pracy bez prób, dawnych nagraniach, działalności Time Before Time, Giants Dwarfs And Black Holes i o tym, dlaczego po tylu latach wciąż najważniejsze pozostaje robienie dokładnie tego, na co ma się ochotę, rozmawiam z Tomaszem. 

 

Throneum zawsze znane było przede wszystkim ze swojej bezkompromisowości i niemalże muzycznego chaosu. Jednocześnie “Love is The Law but Death is the Frame” zaskakuje. Wciąż słychać Throneum, ale pojawiają się rozwiązania, których wcześniej chyba bym się po was nie spodziewał. Po 30 latach łatwiej jest wam jeszcze siebie zaskoczyć czy raczej świadomie zmuszacie się do wychodzenia poza utarte schematy?  

 

T: Ja nigdy się do niczego nie zmuszam, wręcz przeciwnie. My zawsze robiliśmy, robimy i będziemy robić tylko to na co mamy ochotę bez oglądania się na kogokolwiek. Mysle, ze wlasnie to jest najwieksza sila Throneum. Throneum grał i gra Death Metal. Od „Beyond The Numbers And Creatures” i „The Underground Storms Eternally” przez „Mutiny Of Death” po „Oh Death Oh Death…” przebrnęliśmy przez wiele różnych stylistycznych ścieżek na tych bagnach, ale zawsze pozostaliśmy Death Metalowi wierni. „Love Is The Law…” to bezpośrednia kontynuacja poprzedniej płyty. Tu nie ma zadnych elementow ktore juz wczesniej by sie u nas nie pojawily. Jeśli ktoś oczekuje że po 30 latach będziemy odcinać kupony i kopiować samych siebie próbując nagrać kolejne „Bestial Antihuman Evil” czy „Death Throne Entities” to grubo się myli. My zawsze wystawiliśmy środkowy palec. Tu się w niczym nie zmieniliśmy. Throneum jest i byl bezkompromisowy i kopie po ruje. Ja tylko sięgam od czasu do czasu po inne środki wyrazu.  

“Love is The Law…..” to pierwszy pełny album od sześciu lat. Jest to wasza najdłuższa przerwa między “pełniakami”. Do tego długa przerwa od koncertowania. Co stało za tą ciszą? 

 

T: Od 11 lat nie mieszkam w Polsce, czasowo i logistycznie prowadzenie „normalnego zespolu” jest praktycznie niemożliwe. Poza tym finansowo nie da  się tego w zaden sposob skalkulować. Tak czy inaczej. Między 2020 a 2026 nagralem i wyprodukowałem 5 pełnych albumów. Do końca 2026 bedzie 6 album gotowy. Ja jestem wciąż muzycznie i koncertowo bardzo aktywny – tylko ze nie pod szyldem Throneum.  

 

….oraz co było przyczyną jej przerwania? Bo nie jestem w stanie uwierzyć, że jest to tylko zryw pod okrągłą rocznicę. 

 

T: Throneum byl i jest aktywny. Tylko wszystko działa dzisiaj na trochę innych zasadach jak 20 czy 30 lat temu, ale mimo wszystko. Diabolizer bardzo chciał nagrać kolejny album, a ze w zeszlym roku mialem troche zdrowotnych problemów i dłuższe okresy spedzilem na chorobowym postanowiłem ten czas wykorzystać i poświęciłem go między innymi nowej płycie Throneum. Z rocznica nie miało to nic wspólnego. 

 

Eve Salome Judith Rehab’ jest chyba jednym z najbardziej pokręconych i progresywnych momentów w historii Throneum. Czy traktujesz ten numer jako jednorazowy eksperyment, czy jako kierunek, który chciałbyś dalej eksplorować ?  

 

T: Nie mam pojęcia jaki kierunek bede w przyszlosci eksplorować. Tak czy inaczej bedzie to na pewno Death Metal. Dla wszystkich innych muzycznych kierunków mam Giants Dwarfs And Black Holes. Nie wiem czy „Eve-Salome-Judith-Rehab” jest najbardziej pokręcone. W „The True Story”  też dzieje się kilka ciekawych rzeczy. Poza tym w porównaniu z utworami z „Oh Death, oh Death…” struktury utworów na nowym albumie uległy zdecydowanie uproszczeniu. Na poprzedniczce sa tylko 3 numery z czasami do 15 minut jeden. Tym razem mamy 6 utworów i tylko jeden przekracza ledwo 10 minut – wlasnie „Eve-Salome-Judith-Rehab”. Ale masz racje, jest to zdecydowanie niekonwencjonalny numer, ale w naszym wypadku jeśli popatrzymy na dwie ostatnie płyty nie odstaje jakoś specjalnie od pozostałych. Tak czy inaczej zaściankowe myślenie w podejściu do muzyki, nie tylko na scenie metalowej, w ogóle mnie nie interesuje. Lata temu się od tego odcialem. Throneum gra Death Metal i to w prawdziwym starym stylu lat 90tych!  Ja słucham przeważnie i prawie tylko rzecz takich jak Pestilence, Nocturnus, Pan-Thy-Monium, Carbonized, Messiah, Disembowelment, czy daleko nie szukając Tenebris, Violent Dirge, Sparagmos, Nostradamus (pamieta ktos jeszcze ten fantastyczny zespół z Podlasia?) – to są zespoły które cos tworzyły, miały własny styl i nie bały się eksperymentować. To wszystko już było. Poza tym. Tu nie znajdziesz triggerów, kwantowania, reampingu, nagrywania na raty i sklejania najlepszych takes. Wszystko nagrane jest praktycznie na sete. Jak ktoś kojarzy old school tylko z Autopsy, Blasphemy albo Grave… to nie mój problem.  

 

Czego najbardziej żałujesz w związku z 30 laty na scenie? Z czego jesteś za to najbardziej dumny? 

 

T: Nigdy niczego nie żałowałem i nie zaluje. Że w wieku 47 lat dalej wystawiam światu środkowy palec.  

Wydaliście niedawno potężną, trzypłytową kompilację na 30-lecie Throneum. Co zwróciło na niej moją uwagę, to fakt, że zdecydowaliście się zamieścić na niej sporo coverów – od The Stooges po Incantation i Marduk. Co chciałeś przez ten wybór powiedzieć o Throneum, jeśli w ogóle chciałeś powiedzieć cokolwiek?  

 

T: Nic nie chcialem powiedziec. Przez lata aktywności zebrało się trochę coverów jakie z różnych okazji nagraliśmy. Myślę, że takie rocznicowe wydawnictwo to dobra okazja żeby to jakoś podsumować i zebrać do kupy. 

 

Jesteś jedyną osobą, która była w tym zespole od początku. Na ile dzisiaj postrzegasz siebie jako strażnika jego tożsamości, a na ile chcesz, żeby pozostali muzycy mieli możliwość ją zmieniać?  

 

T: Nie jestem strażnikiem, i ostatnie co mnie interesuje to tożsamość, schematyczne myślenie i szufladkowanie. Ja komponuje riffy, wymyślam strukturę i składam wszystko do kupy, Diabolizer tworzy do tego linie perkusji. Choć nie gramy żadnych prób tworzymy bardzo zgrany i uzupełniający się duet. Nikt nie musi nikomu cokolwiek mówić czy sugerować. Jeśli już o strażniku miałaby być mowa, to w Throneum jest nim zdecydowanie Diabolizer. Bez niego najprawdopodobniej dzisiaj nie odpowiadałbym na ten wywiad. 

 

W ciągu tych trzech dekad obrośliście niemałym kultem w podziemiu. Czy myślisz, że gdybyście wystartowali lata później, to wciąż udałoby się uzyskać taki status?  

 

T: A co by było gdybyśmy byli nie z Polski tylko z Norwegii lub Szwecji i pierwsze demo nagrali nie w 98 tylko w 88? 

Macie w dyskografii sporo splitów. Wiadomo, kultowa forma i podstawa podziemia. Czy jest jakiś zespół, z którym marzyłoby Ci się wspólne wydawnictwo? Oraz czy często zdarzało wam się odmawiać, gdy ktoś zaproponował split? 

 

T: Na pewno kilka razy odmówiłem, ale częściej raczej z czasowych i technicznych powodów niż z stylistycznych różnic, ale pewnie i z tych pobudek mi się zdarzyło. Nie pamiętam. W obozie Throneum było bardzo, bardzo dużo ruchu i ciągle się coś gotowało. Tego nie da się już ogarnąć, a dzienników nie prowadziłem. Tak czy inaczej teraz przygotowujemy split z Nekkrofukk i znowu bedzie ogień! Rozmawialem tez ostatnio z Mike z Cianide i oba zespoły są zdecydowanie zainteresowane wspólnym wydawnictwem, ale czy to kiedyś dojdzie do skutku to inne pytanie – biorąc pod uwagę jak dlugo sie do wszystkiego zbieramy. Oni też nie są już najmłodsi. Cianide pracują właśnie nad kolejnym albumem. Jestem bardzo ciekaw. Wszystko o czym marzyłem jako nastolatek osiągnąłem, teraz już nie marzę. Ja działam.  

 

Coraz więcej kapel na stare lata (albo jubileusze!) decyduje się na nowo nagrywać stare materiały. Czy jest jakikolwiek album/demo Throneum, który Twoim zdaniem można byłoby zarejestrować jeszcze raz, czy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki? 

 

T: Może można by coś takiego zrobić, tylko po co. Na pewno zmiksował bym i wyprodukował na nowo kilka materiałów niestety nie mam większości śladów, więc pewnie zostanie jak jest. Jak uda mi się odtworzyć ścieżki z „CacoMetamorphosen” to wysle to Diabolizerowi żeby nagrał do tego wreszcie porządną perkusje haha, ale czy nam się bedzie chciało to rzeczywiście zrobić to nie mogę obiecać. Taka spontaniczna idea. Na pewno chciałbym kiedyś jeszcze raz zmiksować i wyprodukować „Oh Death oh Death…” bo ten album zasługuje zdecydowanie na lepszy krój i brzmienie. 

A tak poza tym. Ja nie pamiętam 95 procent utworów które skomponowałem. Musiałbym się tego uczyć na nowo, żeby to jeszcze raz nagrać, a nie mam na coś takiego ani czasu ani ochoty. 

Prowadziłeś działalność wydawniczą jako Time Before Time. Co jest najtrudniejszym a co najbardziej satysfakcjonującym elementem bycia wydawcą? Czy są jakieś labele, które traktujesz jako “wzór”? 

 

T: Najtrudniejsze w tym wszystkim był kompletny brak czasu. Ja jestem od zakończenia studiów czynny zawodowo. W Polsce pracowałem na kopalni, 1000 metrów pod ziemią – totalny underground. Dziennie 10 – 11 godzin , 6 – 7 dni w tygodniu. Takie były czasy. Jak masz do tego zespołu, rodzinę, dom który remontujesz i jeszcze wytwórnie – to nie masz czasu nawet wyjść na piwo czy poczytać książkę. Dlatego po 10  latach działalności Time Before Time zawiesiłem jej aktywności. Ja nie mam ani wzorów ani idoli. No może Sokrates, ale to tylko metodologicznie. Ja jestem sam dla siebie. 

 

Przez Time Before Time miałeś kontakt z muzyką nie tylko jako twórca, ale również jako człowiek decydujący, co warto wydać. Czy prowadzenie labelu zmieniło sposób, w jaki oceniasz własną muzykę?  

 

T: Nie. Dzięki Time Before Time wiem jak to wszystko od podwórka funkcjonuje, ale nie ma to nic wspolnego z ocena muzyki czy też jej pojmowaniem. 

Od “The Tight Deathrope Act Over Rubicon” na każdej waszej kolejnej okładce albumu pojawia się coraz więcej kolorów. Czy celowo chcecie przełamać trendy i na dobre odejść od tych tak kojarzonych z wami czarno-białych grafik? Czy jest to po prostu przypadek, o który po latach ktoś zapyta w wywiadzie? 

 

T: To było zdecydowanie celowe działanie. Już sam tytuł tego albumu mówi sam za siebie. Tu nie ma żadnego przypadku czy zbiegu okoliczności. Ja nie lubię schematów i szczerze irytowało mnie to całe próbowanie szufladkowania Throneum. Throneum gra Death Metal i to jedyna kategoria, która się nigdy nie zmieniła i którą sami sobie narzuciliśmy. Ja wychowałem się na Death Metalu. To była najważniejsza muzyka mojego wczesnego okresu i Throneum jest tego świadectwem i odzwierciedleniem. I to się też nigdy nie zmieni. Dlatego też „Death” bedzie w tytule każdego pełnego albumu Throneum. Ale jak bedziemy chcieli mieć różową okładkę to bedzie ona różowa. 

 

Po 30 latach Throneum dorobiło się własnego zestawu skojarzeń i mitów. Jest coś, co ludzie zwyczajnie źle odczytują w waszej muzyce albo w sposobie funkcjonowania zespołu?  

 

T: Throneum to nie tylko „Mutiny Of Death” i „Bestial Antihuman Evil”. Jestem dumny z tych pozycji. Nimi zdefiniowaliśmy brutalny, wscieķły Death Metal na nowo w całym podziemiu. Jestem tego świadom. Ale Throneum to nie tylko te dwa wydawnictwa, a niektórzy ludzie próbują nas na siłę tylko z nimi kojarzyć. My mamy też w dyskografii „The Underground Storms Eternally” demo, które przy całej swojej surowości jest bardzo progresywne, czy „Deathcult Conspiracy” które jest bardzo klasyczne. Ostatnie Albumy tworzą szpagat między tymi wszystkimi. Do tego rozszerzyłem formę wyrazu o nie „death metalowe” elementy co moim zdaniem w żaden sposób nie pomniejsza przekazu tej muzyki wręcz przeciwnie. Jest to jeszcze bardziej zakręcone, ale nie ma tu właściwie niczego, czego już by kiedyś nie było. Tak czy inaczej jest to muzyka szczera do bólu. Była, jest i bedzie!  

 

Jedną z myśli, które często mam słuchając Throneum nie mogę się nadziwić, że masz projekt, który jest aż tak bardzo inny stylistycznie. – jak po latach grania ekstremy odnajdujesz się w Giants Dwarfs And Black Holes? Który z biegunów Twojej twórczości bardziej odpowiada temu, czego faktycznie słuchasz na co dzień? 

 

T: Odnajduje się fantastycznie, wlasnie dlatego ze jest on tak odmienny stylistycznie. Ja zawsze słuchałem bardzo dużo różnej muzyki. 30 lat temu był to przede wszystkim Death Metal ale King Crimson, Budgie czy Black Sabbath stały u mnie zawsze na pòłce. Z biegiem czasu srodek ciezkosci przesunęła się u mnie bardziej w kierunek rocka wczesnych lat 70, ale to wciąż ta sama półka. Giants Dwarfs And Black Holes ma tą różnice do Throneum, że tu nie stawiam sobie w ogóle żadnych założeń. Po tym zespole można spodziewać się dosłownie wszystkiego. Chwilowo jest to Heavy Psych Acid Prog Rock. Taka muzyka stawia zupełnie inne wymaganie – ale właśnie to jest w niej tak atrakcyjne. Dla Giants Dwarfs And Black Holes nauczyłem się wreszcie grać na gitarze haha. 

 

Dzięki bardzo za wywiad – ostatnie słowo idzie do Ciebie. Co byś chciał przekazac czytelnikom Oldschool Metal Maniac? 

 

T: Dzięki Ci wielkie za wywiad i fajne pytania. Milo bylo. Na koniec mogę tylko polecić nasz nowy album „Love is the law but death is the frame”. Zwłaszcza wszystkim tym, którzy lubią stare nietuzinkowe Death Metalowe grania i nie ograniczona formę ekspresji. W przeciwieństwie do wszystkich post black czy innych dzisiejszych „wynalazków” to ma ciągle ogień i demony pod skórą! To jest Throneum! 

 

Wywiad przeprowadził Wojciech Michalak  

Foto Live NecronosferatuS 

Wywiad z THRONEUM

Trzydzieści lat działalności, kilkanaście wydawnictw, niezliczone splity i przede wszystkim muzyka, której trudno pomylić z czymkolwiek innym. Throneum przez lata wypracowało własny język — brutalny,

Read More »

Wznowienie Motörhead

Motörhead to wiecznie żywy zespół i legenda Lemmyego ciągle rośnie. Spuścizna tego zespołu jest wielka i trudna do przecenienia. Ilość ważnych w ich dyskografii albumów

Read More »

Wywiad z UNBORN

Olsztyński Unborn w którymś momencie zaczął popadać w zapomnienie, jednocześnie tu i ówdzie spontanicznie gdzieś wypływając w jakimś zinie czy we wzmiance. Często dotyczyło to

Read More »

Wywiad z INCEST

  Już niebawem „Moriar” stuknie 30-lecie, materiał w końcu doczeka się wydania na CD i LP.  Uznałem te dwa fakty za wystarczający powód, by przepytać

Read More »