Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

DEATH SEA – Imagination World; CD, Mystic Productions 2026 

 Osobiście nie jestem zwolennikiem ponownego nagrywania albumów, bo zwykle to się nie sprawdza. Oczywiście od tej reguły jest kilka wyjątków, choćby taki Altars of Madness, ale to naprawdę bardzo rzadko się zdarza, by nowa wersja przebiła pierwowzór. W przypadku Imagination World starałem się bardzo wnikliwie przeanalizować obie wersje, zanim zdecydowałem się coś na ten temat napisać. Wersja z roku 1995 w porównaniu do nowej  brzmi bardziej jak demo, cóż w końcu była nagrywana ponad trzy dekady temu. Choć na przykład w przypadku partii bębnów, na nowej wersji perkusja brzmi nienaturalnie, jakby było to programowane, a nie zagrane przez żywego perkusistę. Zespół jednak zapewniał, że partie bębnów zagrał żywy perkusista. Tak czy inaczej, oba materiały pod względem partii perkusyjnych dzieli spora przepaść.  

W grze Gerarda była prawdziwa magia, było w jego graniu wiele perkusyjnych ozdobników – ta ornamentyka w połączeniu z niezwykłą techniką i niesamowitą płynnością sprawiała, że słuchało się tego z wypiekami na twarzy, tak wiele działo się podczas jego gry. Pomijając słabą produkcję, perkusja tam niszczy. Nie ma tego na nowej wersji, brakuje mi tych rozbudowanych partii, jest to pozbawione płynności i brzmi bardzo kwadratowo. Możliwe, że jest to spowodowane nakładkami efektów na bębny. Pinokio jest naprawdę świetnym perkusistą, uważam, że mógł znacznie więcej wycisnąć z tych partii. Dużym plusem nowej produkcji jest potężne i masywne brzmienie bębnów, takiego brzmienia Gerard by zazdrościł na pewno. Poza tym po dłuższym obcowaniu z nową wersją w pewnym momencie już na to się tak nie zwraca uwagi, choć na początku kłuje to w uszy. 

Słuchając nowych wersji tych klasycznych utworów, jedno co się rzuca w uszy, to mocarna produkcja. To materiał na światowym poziomie. Nie mam złudzeń, że ten band to prawdziwa śmiercionośna maszyna, która tworzy zwartą załogę. Trudno będzie przeskoczyć tak wysoko ustawioną poprzeczkę, by kolejny materiał DEATH SEA był w stanie to przebić. 

Brzmi to naprawdę zajebiście, gitarowe solówki Grysika, to istny majstersztyk. Słucha się tego z rozdziawioną gębą – ten gitarzysta już w latach 90. niszczył, ale tu przeszedł sam siebie. Jest w tych gitarowych zagrywkach wiele smaczków, a przy tym melodii, które na długo zapadają w pamięci. Nie dziwi mnie fakt, że słyszę tu spore wpływy gry Chucka Schuldinera, zresztą na tej płycie słychać sporo inspiracji DEATH. Nie widzę w tym nic zdrożnego, bo idealnie to współgra z muzyką DEATH SEA. 

Słychać, że materiał przez te lata dość mocno ewoluował, główne motywy pozostały nie zmienione, ale wewnątrz struktury poszczególnych utworów nastąpiły spore zmiany. Nowa wersja jest znacznie bogatsza, więcej się tu dzieje, wszystko emanuje potężnym ładunkiem energii. Na pierwotnej wersji wszystko było trochę stłamszone przez brzmienie, między tymi materiałami jest spora przepaść produkcyjna. 

Kolejne ważne ogniwo w muzyce, to na pewno partie wokalne Zielonego, który moim zdaniem wyniósł ten materiał na znacznie wyższy poziom. Jego wokale wypadają tu znacznie lepiej w porównaniu z tym, co zrobił na pierwszej wersji Mateusz. Zielony nie dość, że ma znacznie mocniejszy, bardziej ekspresyjny sposób śpiewania, to jeszcze robi to bardzo wyraźnie. Posiadanie takiego wokalisty w zespole to spory atut DEATH SEA. 

Warto również zwrócić uwagę na basowe partie gitar, tym razem zagrane przez dwóch muzyków. Wszystko jest tu do bólu dopracowane, słucha się tego naprawdę z ogromną przyjemnością. 

Oczywiście podczas takich sesji nie mogło zabraknąć gościa specjalnego, chodzi oczywiście o Jacka Hiro, który zagrał tu gościnnie w Final Deception. 

Reasumując, nowa wersja wypadła znacznie korzystniej od tej z roku 1995. W końcu przez te 30 lat muzycy DEATH SEA cały czas rozwijali swój twórczy potencjał. Słychać ten warsztat w bezbłędnym wykonaniu poszczególnych partii. Ponadto myślę, że w latach 90. pod względem produkcyjnym w naszym kraju wyprodukowanie tak brzmiącej płyty było praktycznie poza zasięgiem młodych zespołów i to nie tylko chodzi tu o budżet. 

Chętnie zobaczyłbym, jak DEATH SEA radzi sobie z wykonaniem na żywo Imagination World. Mam nadzieję, że zespół zagra kilka sztuk, by przypomnieć metalmaniakom, jak powinien brzmieć staroszkolny death metal. 

 

NecronosferatuS 

Wywiad z THRONEUM

Trzydzieści lat działalności, kilkanaście wydawnictw, niezliczone splity i przede wszystkim muzyka, której trudno pomylić z czymkolwiek innym. Throneum przez lata wypracowało własny język — brutalny,

Read More »

Wznowienie Motörhead

Motörhead to wiecznie żywy zespół i legenda Lemmyego ciągle rośnie. Spuścizna tego zespołu jest wielka i trudna do przecenienia. Ilość ważnych w ich dyskografii albumów

Read More »