
Zanim zdecydowałem się skreślić kilka słów na temat tego albumu, przesłuchałem go wiele razy. Na początku miałem mieszane uczucia, bo na co dzień preferuję zupełnie inną odmianę death metalowej ekspresji: wolne i średnie tempa to mój ulubiony klimat w tej muzyce, co nie znaczy, że brutalniejsze formy tego gatunku są mi obojętne. W przypadku NEOLITH musiałem się po prostu osłuchać z tą formułą. Po kilkukrotnym przesłuchaniu zacząłem dostrzegać, jak bogata stylistycznie jest to muzyka. Potężne, bardzo masywne, ciężkie brzmienie uderza w słuchacza z taką siłą, że trudno złapać dech, co w połączeniu z niezwykle szybkimi i bezkompromisowymi atakami bezlitosnego bestialstwa sieje masową zagładę. Nie ukrywam, że przy pierwszym odsłuchu nie bardzo wiedziałem co o tej płycie sądzić. To jeden z tych krążków, któremu musisz poświęcić sporo uwagi, bo tak wiele się tu dzieje. To wszystko w połączeniu z tą niepohamowaną nawałnicą ekstremy może na początku przytłoczyć, ale z każdym kolejnym odsłuchem całość nabiera niezwykłej wyrazistości, która pulsuje niezwykłą siłą. Warto również zwrócić uwagę na niebanalne solowe partie gitar. Jestem pod wielkim wrażeniem sekcji rytmicznej to, co tu wyczynia Semuss na garach, to coś niesamowitego.
Ostatnio miałem okazje zobaczyć fragment koncertu NEOLITH na Summer Dying Loud i powiem Wam, że koncertowo ten band niszczy. Mam nadzieję, że wielu organizatorów dostrzeże ten koncertowy potencjał zespołu.
Siedmioletnia przerwa dzieląca premiery I Am the Way i Inbir to bez wątpienia bardzo owocny czas dla tego bandu, który poczynił ogromne postępy. Inbir to naprawdę ze wszech miar bardzo udany album. Pozostaje mi tylko życzyć NEOLITH wielu promocyjnych tras, najlepiej u boku swoich bohaterów, którzy kształtowali gusta muzyczne panów z NEOLITH.
Na koniec zwracam wam uwagę na utwór, który jako jedyny jest zaśpiewany na tej płycie w naszym ojczystym języku, jego tytuł to Modlitwa na marny czas. Ta bardzo udana kompozycja urozmaica całość, jest w tym jakaś nostalgia i smutek, ale i bestialstwo.
Reasumując, po wielokrotnym przesłuchaniu tego krążka stwierdzam, że to album, który w skuteczny sposób przykuwa uwagę słuchacza i mimo sporej dawki brutalności nie męczy. Może dlatego, że jest to tak bogata w smaczki muzyka. Naprawdę dzieje się tu wiele, jeszcze raz szacun dla Semussa, sekcja na tym materiale starła mnie na proch! Koniecznie sięgnijcie po ten album, to ze wszech miar materiał wybitny i niezwykle udany.
NecronosferatuS





