Pamiętam, jak w 1990 roku przyjechał mój kumpel z wojaży po USA i przywiózł trochę kompaktowego stuffu, w tym CD nikomu jeszcze nieznanej nowojorskiej kapeli WINTER. Miałem w tamtym okresie strasznego pierdolca na punkcie HELLHAMMER/ CELTIC FROST, a Into Darkness cuchnęło tym klimatem na kilometr, dlatego nie dziwie się, że strasznie się podjarałem tym zespołem. Jednak Artur nie bardzo miał ochotę rozstać się z tym CD; ile razy zaglądałem do niego, mękoliłem go o to, aż w końcu ugiął się i sprzedał mi ten album.
Nie pamiętam, ile razy słuchałem tego CD WINTER, to było coś obsesyjnego. Czułem się jak opętany, było w tej muzyce coś cholernie pociągającego. Po latach, kiedy sięgam po ten album, cały czas towarzyszy mi ten euforyczny nastrój; ta muzyka bardzo głęboko wryła się w mój mózg, pozostawiając na stałe ślad swojej bytności.
Był to czas, kiedy bardzo często odwiedzałem w każdy wtorek warszawską giełdę płyt pod Hybrydami. Giełda zawsze była po południu, a ja do Warszawy przyjeżdżałem rano, dlatego ten czas przeznaczałem na odwiedziny przyjaciół. Najczęściej zaglądałem wtedy do Legionowa, gdzie wówczas mieszkał Mariusz Kmiołek, który zajawił mnie zinoróbstwem. Jego fenomenalny Thrash ‘Em All rozpalił we mnie chęć tworzenia takiego podziemnego pisma. Mariusz był niezwykle na bieżąco z metalowymi nowinkami, dostawał z całego świata całą masę materiałów do recenzji: dema, epki, winyle, pierwsze CD; przy tym stosy ulotek i flyersów z namiarami na zespoły i podziemne wytwórnie etc. Tych ulotek dostawałem od niego zawsze co niemiara, tak więc zacząłem pisywać do ludzi. Nawiązały się fajne kontakty, zacząłem wymieniać się kasetami, polskimi wydawnictwami na winylach czy CD-kami, które coraz częściej pojawiały się u nas na rynku. Jednocześnie powoli zbierałem materiały do pierwszego numeru Equilibrium Of Noise. Pomagała mi w tym m.in. Barbara Mikuła – obecna szefowa Mystic Productions. To właśnie Basia była pomysłodawcą nazwy tego zina.
Jednym z wykonawców, z jakim chciałem przeprowadzić do pierwszego numeru wywiad, był WINTER. Napisałem do nich i czekałem, trwało to strasznie długo i powiem szczerze, w pewnym momencie myślałem, że zostałem olany. Czekałem na odpowiedź chyba półtora roku, internet w naszym kraju był jeszcze sferą fantastyki. Wszystko trwało znacznie dłużej, niż ma to miejsc obecnie. Mimo to jakoś to funkcjonowało. Zbliżał się moment składania zgromadzonych materiałów do mojego pierwszego zinacza i oto ku mojemu miłemu zaskoczeniu w skrzynce pocztowej wylądował list od chłopaków z WINTER. Byłem niezwykle poruszony tym faktem, John Alman może nie był zbyt rozmowny, ale odpisał. Jak się potem okazało, takich wywiadów w późniejszych latach z WINTER było kilka i śmiem twierdzić, że ten był jedynym zrobionym w Polsce.
Aby przybliżyć Wam nieco początki tego niezwykłego trio, pozwolę sobie zacytować kilka wyrywków pamiętnego wywiadu:
John zapytany o początki zespołu opowiada: No cóż, to było bardzo dawno, ale spróbuję. Powstaliśmy latem 1988 roku, pochodzimy wszyscy z Nowego Yorku. Muzyka, którą wtedy graliśmy, odpowiada tej, która znalazła się na pierwszym krążku. Dość szybko nasza muzyka znalazła swoich zwolenników. Wkrótce nadeszło kilka propozycji z wytwórni. My wybraliśmy najgorszą, aby wydać nasz debiut. Efekt był taki, że się nie ukazała w sklepach ani na płytach, ani na kasetach. Tak to jest czasem, jak ma się stracha przed pełnym zainteresowaniem. W roku 1990 interesowało się nami angielskie Earache Records, ale my nie chcieliśmy być tylko kolejną pozycją na liście tej wytwórni. Oni chcieli mieć nas pod pełną kontrolą. Proponowali 5-letni kontrakt, chcieli mieć wpływ na okładki, płytę. Chcieli również zmienić nasz image etc.
W końcu w roku 1990 WINTER doczekał się upragnionego wydania albumu w ścisłym limicie 500 kopii. Wydawcą był Future Shock. Jak czas potem pokazał, to wystarczyło, by przykuć uwagę Nuclear Blast Records, który zaproponował zespołowi współpracę, czego efektem były reedycje obu materiałów Eternal Frost i Into Darkness pod szyldem niemieckim.
Zapytany na temat nowego materiału – jak chciałby brzmieć WINTER na kolejnej płycie, John odpowiedział: Cały materiał będzie trwał w granicach 45 minut. Nowa płyta zawierać będzie więcej muzyki, będzie na pewno inna od Into Darkness. Na pierwszym albumie pokazaliśmy zbyt mało naszych umiejętności. Chcemy pokazać ludziom, że jesteśmy profesjonalistami.
Jak czas pokazał, w przypadku WINTER głównym atutem ich muzyki był właśnie minimalizm. Jak mówią: w prostocie drzemie siła. Udowodniło to wcześniej Black Sabbath, Hellhammer czy Celtic Frost. Dlatego wypowiedz Johna na temat zmian w muzyce, była dość niepokojąca. Zespół jednak nigdy nie wydał drugiego albumu i tym samym nie zachwiał swojej muzycznej tożsamości, którą tak wielbimy. Oczywiście nie jest powiedziane, że nowy muzyczny kierunek obrany przez WINTER nie przyniósłby ciekawszych dźwięków, ale zwykle te muzyczne poszukiwania zatracają pierwotny charakter muzyki, która w przypadku Into Darkness była bardzo wyrazistą. Dlatego z tak niezwykłą łatwością znalazła wielu zwolenników na całym świecie. Wydaje mi się, że te zmiany mogłyby zaburzyć tą równowagę. Pamiętamy, jak została na początku przyjęta transformacja CELTIC FROST. Bynajmniej nie mam na myśli Cold Lake, który okazał się całkowitą katastrofą. Chodzi o album, który z czasem został zaakceptowany przez fanów, choć na początku wzbudzał grymas niechęci. Mowa o wiekopomnym dziele Into The Pandemonium, które wyprzedziło swoje czasy. Mimo swoich walorów nie jest w stanie wzniecić tak ogromnych emocji, jakie towarzyszyły nam przy przesłuchaniu po raz pierwszy zawartości To Mega Therion.
Pamiętam jak w naszym kraju WINTER – Into Darkness ukazał się po raz pierwszy w formie nieoficjalnej kasety nakładem firmy TAKT, następnie za sprawą firmy MG. Chwilę potem rynek muzyczny został zalany całą masą nieoficjalnych wydawnictw tego zespołu. Był to czas, kiedy prawa autorskie w Polsce jeszcze nie były do końca uregulowane, choć zaczęły się już pojawiać pierwsze licencyjne kasety.
W roku 1994 Nuclear Blast wydaje na CD epkę Eternal Frost, będąca zapisem pierwszego demo WINTER, poszerzonego o niemal 7-minutowy bonus w postaci utworu Manifestations I. Rok później ów materiał wyszedł w Polsce jako licencyjna taśma nakładem Morbid Noizz.
Kilka lat później, w roku 1999 Nuclear Blast Records wydaje również ponownie na CD Into Darkness.
W roku 2008 w naszym kraju Metal Mind Production wydaje licencyjny CD w digipacku, na którym znalazły się oba materiały WINTER.
Z czasem WINTER stał się kultowym zespołem i choć tak naprawdę ten band nigdy nie odniósł jakiegoś spektakularnego sukcesu, to w tamtym okresie był dość popularny w naszym kraju ze względu na spore podobieństwo do twórczości CELTIC FROST, który wielbię bezgranicznie.
W roku 2011 WINTER reaktywuje się, by 15 kwietnia 2011 zagrać jeden koncert w Tilburgu w Holandii, na Roadburn Festival. Pamiętam, jak wtedy na chwilę na temat WINTER zrobiło się głośno. Niestety za późno dowiedziałem się o tym wydarzeniu i nie było szans zdobyć biletów na ten koncert. Napisałem wtedy do organizatorów z prośbą kontaktu z Johnem Almanem. Pomyślałem sobie – może pamięta ten wywiad dla Equilibrium Of Noise i zgodzi się po latach na kolejną rozmowę? Niestety osoba odpowiedzialna za kontakty z zespołami na tym festiwalu odpisała mi, że dopóki WINTER nie zakończy pracy nad nowym materiałem, nie udziela wywiadów. Taka strategia jest mi znana, przerabialiśmy to m.in. z MERCYFUL FATE i KING DIAMOND – oba zespoły były zobowiązane, by nie udzielać wywiadów przed wydaniem nowej płyty, by czasem coś za wcześnie nie wyciekło do wiadomości publicznej. Z jednej strony ucieszyłem się, że WINTER planuje nowy materiał, z drugiej byłem nieco rozczarowany, że nie udało mi się dotrzeć do zespołu. Jak potem się okazało, WINTER nie dość, że nie sfinalizował premierowego materiału, to chwilę po sławetnym występie na Roadburn Festival przestał istnieć.
Było to dla mnie druzgocące, bardzo chciałem usłyszeć na żywo muzykę WINTER. Przeglądając poszczególne filmiki z ich występu w Holandii na YouTubie, jestem więcej niż pewien, że ten koncert wzbudziłby ogromne emocje. Dlaczego WINTER przestał istnieć? Nie potrafię powiedzieć i choć nie pozostawił po sobie zbyt wiele, to jednak Eternal Frost i Into Darkness to materiały, które na trwałe zapisały się w historii metalu, jako te naprawdę bardzo ważne. Dla tego nie dziwi fakt, że w ostatnich kilkunastu latach ukazało się tak wiele reedycji obu materiałów zespołu, w tym przepiękne kolekcjonerskie wydanie na winylach od Svart Records z roku 2021.
Do dziś słuchając zawartości Into Daknress mam ciary na plecach. Takie utwory jak Servants of the Warsmen, Goden, Eternal Frost czy nieco żwawiej zagrany Destiny, to prawdziwe zniszczenie. Nic a nic te numery nie straciły na swojej mocy, dalej potrafią wprasować słuchacza. Into Darkness to solidna porcja ociekającego smołą doom death metalu.
NecronosferatuS





