
Po doskonałym debiucie oczekiwania względem kolejnego albumu NASTY SAVAGE były ogromne. Czy materiał sprostał oczekiwaniom? Myślę, że tak a co najważniejsze przetrwał próbę czasu do dziś kosząc równo łby. Numery takie jak Stabbed in the Back, XXX, tytułowy Indulgence czy Distorted Fanatic to nadal cholernie nośne numery, do dziś potrafią wzbudzić u słuchacza dreszcz emocji, a przecież od nagrania tego albumu mija w tym roku 38 lat, SZOK!!!!
Całość efektu potęguje potężna produkcja – tym razem materiał został zarejestrowany w Morrisound Studio pod bacznym okiem z Jima Morrisa. Efekt naprawdę robi do dziś niezwykłe wrażenie, o takim brzmieniu nawet dziś mogą sobie tylko pomarzyć kapele z Polski i choć w naszym kraju działa wiele studiów nagraniowych, żadne nawet nie zbliżyło się do jakości Morrisound. Tak, nawiasem mówiąc, chciałbym kiedyś doczekać, aby VADER kiedyś nagrał tam płytę, myślę, że byłoby to coś niesamowitego.
Na Indulgence słychać spory progres w muzyce. Kompozycje są bardziej zaawansowane technicznie, niż miało to miejsce na debiucie. Całość wydaje się bardziej złożona i techniczna. Oba materiały są bardzo dobre, kocham debiut, ale muszę przyznać, że na Indulgence słychać jak ogromny postęp poczynił ten zespół w przeciągu zaledwie niecałych dwóch lat. Nowe utwory nie są już tak chwytliwe, jak na debiucie, wymagają większego skupienia uwagi słuchacza. To zupełnie inny poziom muzycznej ekspresji. NASTY SAVAGE z każdym kolejnym materiałem podnosiło sobie poprzeczkę, cały czas tworząc bardziej skomplikowaną rytmikę w muzyce. Więcej połamanych i bardziej zaawansowanych technicznie motywów sprawiało, że muzyka zespołu wykraczała znacznie poza typowe thrash metalowe ramy. To bogactwo muzycznych smaczków, tych gitarowych ozdobników, zapiera do dziś dech słuchacza. Tak tworzy się ponadczasową muzykę! NASTY SAVAGE osiągnęło w tej materii prawdziwe mistrzostwo!
NecronosferatuS




