
Kiedy ten album po raz pierwszy ukazał się na rynku, słuchałem już znacznie brutalniejszych odmian metalu. Mimo to chętnie sięgnąłem po to wydawnictwo z czysto sentymentalnych pobudek. Pamiętam, że oczarowała mnie wtedy ta niezwykła energia drzemiąca w tych utworach. Było w tej muzyce coś niezwykle witalnego, słuchając tych utworów byłem bardzo pozytywnie podekscytowany. Mijały koleje lata, a Dr. Feelgood cały czas nie tracił na swojej sile oddziaływania. Dlatego, kiedy pojawił się ten limitowany winylowy box, bardzo się ucieszyłem. Tak nawiasem mówiąc, aż trudno uwierzyć, ale w tamtym roku album obchodzi swoje 35-lecie powstania.

Zacznijmy jednak od początku: 28 sierpnia 1989 roku na rynku pojawił się piąty studyjny album MÖTLEY CRÜE zatytułowany Dr. Feelgood. Zrobił od razu sporo zamieszania, w ekspresowym tempie znajdując się na szczycie listy Billboard 200. Album wyróżniał się znakomitą produkcją i naprawdę doskonałymi kompozycjami, które zdominowały eter radiowy oraz coraz prężniej działającą stację MTV z programem Headbangers Ball, gdzie można było dość często oglądać kilka nowych video clipów zespołu.
Tak jak wcześniej nadmieniłem, album emanował niezwykłą energią. Było w tym coś hedonistycznego, wręcz krzyczało, by przy tych dźwiękach oddać się szaleństwu zabawy. Choć panowie w tamtym okresie byli pierwszy raz od lat wolni od nałogów, z którymi borykali się przez ostatnie lata, doprowadzając zespół do krawędzi. Ten punkt zwrotny sprawił, że zespół odzyskał dawną siłę, czyniąc nagrania MÖTLEY CRÜE jeszcze lepszymi.

Na pewno nie byłoby to możliwe, gdyby nie kontrola nad swoimi nałogami oraz katorżnicza praca pod okiem Boba Rocka, który przekonał zespół do przekraczania swoich możliwości, by jeszcze ciężej pracować w studio.
Jak wspomina to w książce „Brud” Nikki Sixx: „Bob traktował nas jak niewolników na galerach. Ciągle powtarzał 'możecie zrobić to lepiej’. Nic nie było wystarczająco dobre. Mick nagrał wszystkie partie gitar na Shout At The Devil w dwa tygodnie, a teraz Bob Rock zmuszał go do dogrywania partii gitar przez kolejne dwa tygodnie, aż wszystko było idealnie zagrane. Mimo iż cała sytuacja wkurzała Micka, miał i tak łatwiej niż Vince, który czasem przez cały dzień nagrał tylko jedno słowo, które w pełni zaakceptował Bob. Sześć miesięcy musztry połączone z sześcioma miesiącami trzeźwości wyssało z nas życie; musieliśmy opanować naszą agresję i zmiany nastrojów”.
Jak widać nie było łatwo walczyć zespołowi ze swoimi demonami. Ostatecznie trud opłacił się, bo powstał album ze wszech miar wyjątkowy.
Większość utworów z Dr. Feelgood trafiło na single. Tytułowy utwór, do dziś jest najlepiej sprzedającym się singlem zespołu, osiągając 6. miejsce na liście Billboard Hot 100. Ponadto jest to jedyny singiel zespołu, który sprzedał się w ponad 500 000 egzemplarzy.
Kolejny singiel promujący Dr. Feelgood – Kickstart My Heart wylądował na top 30 już w chwili premiery. To świadczy o tym, jakie ta muzyka potrafiła generować emocje.
Wielu krytyków muzycznych uważa album za Opus Magnum zespołu, co nie powinno nikogo dziwić, bo od lat MÖTLEY CRÜE nie był w tak doskonałej formie. Wielka tu zasługa w nieustannym dążeniu zespołu do trzeźwości, a ciężka praca w studio pod okiem Boba Rocka
przyniosła spektakularny efekt, sprawiając, że w samych Stanach Zjednoczonych album sprzedał się w 6.000 000 egzemplarzy.
A jak wspomina to Nikki Sixx w książce MÖTLEY CRÜE – „Brud”: „Po raz pierwszy studio nie było miejscem imprez – było teraz miejscem pracy. Bob Rock był naszym producentem – podobały nam się albumy, które nagrał: KINGDOM COME, THE CULT, czy REDOWI NUGETOWI. Z jego pomocą MÖTLEY znów stał się zespołem, po tym, jak ostatnie kilka lat dziesiątkowały nas narkotyki, śmierć, małżeństwa i odwyki”.
Takie podejście do tematu musiało zaowocować pozytywną energią i wzmożonym twórczym działaniem przynosząc finalnie ponadczasowe dzieło MÖTLEY CRÜE Dr. Feelgood.
Warto również nadmienić, że w nagraniach pojawiło się doborowe towarzystwo gości m.in. Steven Tyler z AREEOSMITH , Bryan Adams, panowie ze SKID ROW oraz Robin Zander z Cheap Trick.
Sięgając po te nagrania mimo upływu 35 lat, cały czuje się, że te utwory zachowały swoją świeżość, soczyste niezwykle dynamiczne brzmienie, oraz tę wyjątkową energię. Ciągle poraża to swoja wyjątkową siłą.
Ten album cały czas wzbudza te same emocje, czas nie zrobił krzywdy tym nagraniom!!!!

Myślę, że warto w tej chwili skupić się na dodatkach na tym wyjątkowym wydawnictwie, a jest tu kilka naprawdę smakowitych kąsków. Np. pięć utworów demo w niezwykle ciekawych bardzo różniących się od wersji płytowej wersjach. Pojawił się tu również jeden numer, który do tej pory nie był publikowany, chodzi o Get It for Free.
Tym razem wersje demo znacznie różnią się od wersji finalnych z płyty, ukazując, jak przebiegał proces twórczy i jak te utwory ewoluowały.
Otwierający całość tytułowy Dr. Feelgood posiada szorstkie, jeszcze niewypolerowane brzmienie. Brzmi to już bardzo mocarnie, ale, to zaledwie cień tego, co udało się wypracować zespołowi w wersji finalnej. Surowość tego utworu ma w sobie jedyny niepowtarzalny urok.
Słuchając Get It for Free, rozumiem, dlaczego ostatecznie ten numer nie trafił na płytę. Po prostu jest nieco słabszy od pozostałych, odbiegając od tego, co ostatecznie pojawiło się na podstawowej wersji albumu. Oczywiście w przypadku takiego wydania, taki kąsek dla fanów jest niezłym rarytasem. Tak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Stronę A kończy bardzo ciekawie w niemal punkowym klimacie Kickstart My Heart. Ten numer napisany przez basistę Nikki Sixx po tym, jak przez dwie minuty był klinicznie martwy z powodu przedawkowania heroiny. Ma tym razem bardzo surowe brzmienie.
Stronę B otwiera niemal w kościelnym klimacie Time for Change. W tym utworze słychać więcej damskich wokali, perkusja jest bardziej wysunięta do przodu. Zestawiając obie wersje tego utworu, widać jakiej transformacji dokonał zespół w tym kawałku. Bardzo cieszę się, że wersje demo są dostępne na tym wydawnictwie.
Zamykający drugą stronę Without You również znacznie różni się od wersji, którą znamy z płyty i tu wokale kobiece zdecydowanie są uwypuklone
Te pięć utworów to święty Graal dla wyznawców muzyki MÖTLEY CRÜE. Te kawałki świetnie uzupełniają całość, szkoda tylko, że tych dodatków jest tak mało. Podejrzewam, że w archiwum zespołu jest tego znacznie więcej. 🙁 Cieszmy się jednak z tego do mamy.

Kolejnym rarytasem w tym wydaniu jest koncertowy krążek z pięcioma numerami live zarejestrowanymi pod czas trasy po Ameryce Północnej: 1. Dr. Feelgood, 2. Kickstart My Heart, 3. Without You, 4. Same Ol’ Situation (S.O.S.), 5. Don’t Go Away Mad (Just Go Away).
Na tych nagraniach koncertowych słychać tę niezwykłą energię szalejącego tłumu, który spija z ust Vince’a, wykrzykując wraz z nim. Te pięć koncertowych numerów ukazuje, w jak dobrej formie był wtedy zespół. Bardzo żałuję, że w tamtym czasie MÖTLEY CRÜE nie odwiedził naszego kraju. Niestety krakowski koncert w Tauron Arena wypadł niezwykle słabo, to był cień dawnej świetności tego zespołu. Dodatkowo ten koncert tak źle kontrastował z fenomenalnym występem DEF LEPPARD, który grał z MÖTLEY CRÜE tego wieczoru, że trudno mi uwierzyć, że to ten sam band, który stworzył takie dzieła jak Shout at the Devil, Theatre of Pain czy omawiany przeze mnie Dr. Feelgood. Oglądając występ MÖTLEY CRÜE w Krakowie, bardzo żałowałem, że zrobiłem sobie tę krzywdę. 🙁 Liczę, że z czasem zatrze się to niemiłe wrażenie, i skupię moją uwagę na epokowych nagraniach MÖTLEY CRÜE, które sprawiają mi największą frajdę.
Na koniec warto zwrócić uwagę, z jakim pietyzmem BMG wydało to limitowane wydawnictwo, w którym znalazły się trzy zielono-czarne winyle, ponadto znalazło się tu sporo gadżetów, m.in. 24-stronicowa książka zawierająca zdjęcia z trasy i zza kulis, rzadko publikowane lub publikowane po raz pierwszy, replika przepustki za kulisy, przepiękna naszywka, odnowiony plakat z grafiką albumu o wymiarach 18 x 24, replika ulotki z koncertu, 16-stronicowy plan trasy Dr. Feelgood, a także materiały prasowe z epoki: folder, oryginalna informacja prasowa z 1989 r., oryginalne zdjęcie prasowe 8 x 10 plus kostka do gitary. Wszystko zapakowane do specjalnego kartonowego boksu, naprawdę robi to powalające wrażenie.
Czy muszę coś więcej dodawać, by zachęcić Was do sięgnięcia po to niezwykle ciekawe wydawnictwo? Jeśli lubicie MÖTLEY CRÜE, koniecznie musicie mieć to wydanie na swojej półce.
NecronosferatuS





