Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

Wywiad z UNBORN

Olsztyński Unborn w którymś momencie zaczął popadać w zapomnienie, jednocześnie tu i ówdzie spontanicznie gdzieś wypływając w jakimś zinie czy we wzmiance. Często dotyczyło to współudziału w zespole nieodżałowanego Docenta, ale sam Unborn zawsze prezentował sobą znacznie więcej niż tylko ciekawą perkusję. A co się z nimi dzieje po latach? Jak wygląda to obecnie? Postanowiłem przepytać lidera grupy, Darka, znanego także jako Maniana. 

 

 

Cześć Darku. Gdy napisałem do Ciebie z prośbą o wywiad, to zgadzając się, stwierdziłeś, że jest ostatnimi czasy „renesans” zainteresowania Wami – jak myślisz, z czego to wynika? Faktycznie, o ile zainteresowanie oldschoolowym graniem jest silne od lat, o tyle Unborn faktycznie w miarę niedawno wrócił na tapet. 

 

Cześć, cześć, cześć. Najpierw, bez ironii, muszę zauważyć, że dawno już nie spotkałem  osoby, która by odróżniała tapet od tapety. Szacun. Jeśli chodzi o ten renesans, od kiedy zamarliśmy gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych, to chyba właśnie OSMM z dekadę temu przypomniał długim wywiadem, że była taka kapela jak Unborn. Potem się posypały dość regularne, raz na rok, co parę miesięcy, wywiady, artykuły, książki, co było zaskakujące, ale też w jakiś sposób naruszyło spokój i stagnację, było ożywcze i pewnie przyczyniło się do tego, o czym zaraz zapewne opowiem w dalszych odpowiedziach. 

 

 

I skoro jesteśmy przy temacie zainteresowania Unborn — nie myśleliście o powrocie? Sporo kapel zbiera się po tylu latach. 

 

No właśnie o tym przed chwilą myślałem. Nawet niedawno chłopakom powiedziałem, że możemy podzielić losy ABBY. Mówię o chłopakach, bo ostatni rok to wzmożona aktywność muzyczna w postaci specyficznego cover bandu o nazwie O Mamo!, który założyliśmy ostatniej zimy, żeby trochę wrócić do dawnych zamiłowań. Gramy głównie hard rockowe i metalowe kawałki z lat 70-80, które zawsze lubiliśmy, a które nie bardzo mogliśmy grać w swoich zespołach. Zmienny skład zespołu to głównie, choć nie wyłącznie, odkopani po latach muzycy z różnych okresów Unborna plus wokalista i inicjator tego przedsięwzięcia, a jednocześnie stary kumpel jeszcze z podstawówki. I nagle, całą tę sielankę i radosne granie zakłóca znany Ci przecież Leszek Wojnicz-Sianożęcki z pomysłem odrodzenia w jakiś sposób tego, co umarło nienarodzone. Na razie tyle. Nie jestem asertywny, więc i tak się pewnie zaraz bardziej wygadam. 

 

 

Nazwa, logo, okładka — wszystko pięknie się zgrywa w jeden „nienarodzony” kontekst u Was. Ponieważ temat aborcji i życia nienarodzonego jest teraz na topie w naszej polityce, to zapytam — uważacie, że gdyby Unborn grał dziś, to bylibyście postrzegani jako zespół wyjątkowo kontrowersyjny? 

 

Teraz raczej nie nazwałbym zespołu Unborn – właśnie z tego powodu, że to temat na topie. Kontrowersja byłaby tylko pożądanym elementem, ale przy tym, jak bardzo się obecnie gra ludzkimi nieszczęściami, nie tylko związanymi z aborcją, żeby podnosić emocje i słupki popularności politycznej, umieszczenie w tym zespołu z taką nazwą, logo itp., byłoby zbyt proste. Pod koniec lat osiemdziesiątych temat żarł w USA, nas w Polsce to praktycznie nie dotyczyło. Teraz gdy chodzi o prawa człowieka i prawo wyboru, szukałbym czegoś mniej oczywistego, bardziej oryginalnego do przyciągania uwagi. A Unborn się tak nazywał, bo to słowo pojawiało się w tekstach Mercyful Fate i Slayera, było krótkie, dosadne, klimatyczne, czyli akurat dla metalowej kapeli. 

 

Macie jakiś kontakt z Vader? Bądź co bądź 30 lat temu byliście dość blisko, nawet macie wspólny split (razem także z Armagedon i Violent Dirge) 

 

Kiedyś, gdy wszyscy muzycy Vadera pochodzili z Olsztyna i okolic, bliskie kontakty były oczywiste, nie tylko ze względu na wspólnego bębniarza Docenta. W tamtych czasach cała olsztyńska brygada metalowa grających czy moshujących to była spora zwarta grupa znajomych. Co jakiś czas zresztą spotykamy się w różnych okolicznościach, np. na zakłóconym w swojej regularności pandemią corocznym zlocie o nazwie Beermacht Party, czy koncertach, np. festiwalu im. Szymona Czecha, nieżyjącego już olsztyńskiego muzyka, producenta, kumpla. Jeśli chodzi o Vader, to jestem w dość regularnym kontakcie z Peterem, który ciągle mieszka w okolicy, a z którym współpracuję przy pewnym projekcie okołomuzycznym. Znów muszę być zagadkowy, ale jak wyjdzie to z mroku, to nie omieszkam kiedyś powiedzieć więcej. A tę wspomnianą kasetę z Vaderem, Violent Dirge i Armagedonem (pozdrawiam chłopaków, ech, kiedyś to były imprezy) nadal mam w swoich zbiorach. 

 

 

Jak to było z Twoim epizodem w Monstrum? Tu i ówdzie są wzmianki o tym, ale brakuje szczegółów. Dlaczego nie zagrzałeś tam miejsca na dłużej? 

 

Monstrum to był zespół, który powstał jako kontynuacja innej olsztyńskiej hardrockowej grupy Haust. Krzysiek, wspomniany kumpel z podstawówki, śpiewa obecnie w O Mamo!, był tam wokalistą, a ja przychodziłem do nich na próby, podpatrując basistę i ucząc się, jak funkcjonuje zespół z bliska. Napisałem dla nich parę tekstów, zaprojektowałem logo, a w końcu, gdy zespół się już rozpadał, wziąłem udział w kilku próbach. Potem każdy poszedł w swoją stronę. 

 

 

Czyli podsumujmy — tu chodzi o lokalny Monstrum? Spotkałem się kilka razy z informacją, jakbyś grał w tym z Rzeszowa, ale widzę, że to błędne info. 

 

Ten Monstrum był z Olsztyna i działał w połowie lat 80. Typowy ciężki hard rock. Fajna kapela, którą zniszczyły przerośnięte ego, wygórowane ambicje i powołania do wojska. 

 

 

I rozmawiając o Twoich przeszłych epizodach, chciałbym się odnieść jeszcze do Maniana Blues Band. Myślisz, że odnalazłbyś się dziś także w bardziej bluesowym graniu? Z tego, co wiem, przeszedłeś przez sporo epizodów muzycznych, zanim w końcu znalazłeś się w Amen. 

 

Początkowo Maniana Blues Band to był projekt tylko na jeden występ na akademii z okazji dnia nauczyciela w I LO, do którego chodziłem, a skończyło się na kilku koncertach w zmienianych składach, w których grali całkiem znani obecnie muzycy. Niestety, nie wspominają o tym epizodzie w swoich biografiach, więc nie wiem, czy chcieliby, bym podał ich nazwiska w tym kontekście. Tak czy inaczej, spotkaliśmy się trzy lata temu na kameralnym jam party Maniana Blues Band Reunion i po ponad 30 latach poblusowaliśmy zdrowo, a ja wtedy właśnie zrozumiałem, że jak masz w sobie muzykę, to nawet po wielu latach wystarczy szarpnąć strunę i ani się obejrzałem, gdy bas już przestał wychodzić z szafy od święta, tylko wrócił do łask i znowu zajął swoje należne miejsce w manianowym życiu. Oprócz MBB były jeszcze różne zespoły, rock, reggae, blues, a i pod kotlet się czasem trafiło zagrać. Szukałem, a raczej zbierałem doświadczenia i uczyłem się grać, żeby wreszcie trafić do właśnie się rozpadającego Amen. I tak powstał Unborn. Aż się prosi o lingwistyczny zawijas o rozkładzie, z którego się rodzi nienarodzony. 

 

 

Rozmawiając o Unborn, nie da się nie wspomnieć o Docencie. Jak wspominasz granie z tak niesamowicie zdolnym muzykiem? 

 

Unborn zmienił się muzycznie dzięki Docentowi właśnie. Gdy Borek, ówczesny perkusista, który w Unbornie został po Amenie, a teraz gra… oczywiście w O Mamo!, poszedł w kamasze, zaczęliśmy szukać, jak to kiedyś powiedziałem – napędu. Ech, ilu to bębniarzy przesłuchaliśmy przed Docentem i, rozpieszczeni jego graniem, po nim! Wolf, gitarzysta, grał z Docentem już wcześniej w szkole średniej, więc bez trudu namówił go na tymczasowe wejście do składu – Docent grał już wtedy w Vader i Slashing Death. I zrobiło się z tego parę lat grania. Miał u nas dobrze, bo mógł do woli uwalniać swój „core’owy karabin”, a my dzięki niemu mieliśmy perfekcyjnie działający napęd bez limitu prędkości. Z Docentem ciężko się było pogubić, grał bardzo wyraźnie. Nawet w długich przejściach w każdej chwili wiadomo było, gdzie jesteś. Ponieważ jestem przygłuchy z jednej strony, a na koncertach czasem byłem ustawiany tą właśnie stroną do niego, grałem na oko, patrząc, co Docent robi. I to często wystarczało, ale były też sytuacje, że potrafił przewrócić pałkami statyw z blachą. Był bardzo silny. Obydwaj bardzo dużo czytaliśmy, więc siłą rzeczy spędzaliśmy całe godziny, rozmawiając raczej o książkach niż o muzyce. Do dziś nie rozumiem tego, co się z nim stało i ciężko się z tym pogodzić, choć z drugiej strony to, jak umarł, nie było wielkim zaskoczeniem. 

 

 

 

Oprócz demówki wydaliście też jeden utwór – „No Other Life”, a z tego, co widziałem w innym wywiadzie z Tobą, to mieliście ich napisanych znacznie więcej. Ciekawi mnie co się stało z pozostałymi utworami z tamtego okresu — macie je nagrane w jakiejkolwiek formie, choćby nagrań z próby na dyktafon, czy przepadły bezpowrotnie? 

 

No i przeczuwałem, że będę musiał się wygadać, ale postaram się nie powiedzieć zbyt dużo. „No Other Life” miało być pilotem następnego wydawnictwa, cały pozostały materiał był gotowy i ograny na koncertach. Tylko wejść do studia i nagrywać. Starczyło kasy zaledwie na ten jeden numer, a chętnych do zainwestowania w nas nie było. Poza tym Vader zaczął wtedy odnosić sukcesy już na skalę międzynarodową, więc w jakiś sposób oni przyciągnęli całe zainteresowanie i słusznie. Nam chyba zabrakło też determinacji. Ale teraz wydaje się, że Unborn jest nie tylko nieurodzony, ale i do końca nieumarły, bo, jak się okazało, wspomniany już Wolf znalazł partie gitar do tych starych kawałków nagrane na kasetę i zastanawiamy się właśnie, jak zrobić z tego powrót po latach. Problem polega na tym, że Wolf mieszka w Londynie i chcemy te numery w końcu nagrać w przyszłym roku i dołączyć do starych. Mimo odległości powinno się udać, tym bardziej że oprócz niego wszystkich potrzebnych muzyków mam pod ręką, a do tego chcę poprosić też o udział innych, którzy się przewinęli przez Unborn w różnych okresach istnieniach zespołu. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego niezłe mięcho. Na marginesie, Leszek jeszcze o tym nie wie, więc jeśli mu o tym powiesz, albo to przeczyta, pewnie się zdziwi, co przedsięwzięciu jeszcze doda smaczku. 

 

 

Zawsze w pewien sposób ujmował mnie wasz tekst do „Cleen Your Teeth!” – Skąd pomysł na tak groteskowy utwór prodentystyczny?  

 

Do rozsyłanych kaset z demo Unbirthday skąd pochodzi ten kawałek, dodawaliśmy angielskie teksty z tłumaczeniami. W tamtym czasie ścigałem się z Peterem (mało skutecznie, niestety), u kogo w tekstach będzie więcej zgnilizny, rozkładu, zepsucia itd. Wpadłem na pomysł o zrobieniu tekstu o chorobach w jamie ustnej, starając się dość bezpośrednio opisać spustoszenie wywołane brakiem higieny. A ponieważ byłem wtedy świeżo po lekturze „Eposu o Gilgameszu”, moje zainteresowanie klimatami sumeryjskimi spowodowało, że tekst stał się apostrofą do ghula, któremu psuły się zęby po konsumpcji trupów. Dostawaliśmy sygnały, że tekst przyczyniał się do popularyzacji mycia zębów, przez co kilka razy określano naszą muzykę edu-metalem. Do dziś namawiam wszystkich do dbania o zęby przez całe życie. Odwdzięczą się po latach. 

 

 

Standardowo, ostatnie słowo idzie do Was. Co byście chcieli na odchodne przekazać naszym czytelnikom? 

 

Trzydzieści lat temu na słowo „odchodne” zareagowałbym nawiązaniem do odchodów albo odejścia i ostatniego pożegnania. Sorry, nie mogłem się powstrzymać. Standardowo jednak chciałbym pozdrowić miłośników hibernacji, zaapelować o pokój na świecie i żeby dzieci nie były głodne. A tak poza tym, skoro jest szansa, że do kogoś to dotrze, to zawsze mam do przekazania jedno: Ludzie! Nie krzywdźcie się nawzajem, jeśli to możliwe. Nasz pobyt na Ziemi jest zbyt krótki, żeby psuć go sobie i innym. Zamiast tego, posłuchajcie rock and rolla – poprawia krążenie, bawi i uspokaja, a jednocześnie pobudza. Niepotrzebne skreślić. Nic lepszego nie udało się dotąd stworzyć naszemu gatunkowi. No, może oprócz penicyliny. 

 

 

Wznowienie Motörhead

Motörhead to wiecznie żywy zespół i legenda Lemmyego ciągle rośnie. Spuścizna tego zespołu jest wielka i trudna do przecenienia. Ilość ważnych w ich dyskografii albumów

Read More »

Wywiad z UNBORN

Olsztyński Unborn w którymś momencie zaczął popadać w zapomnienie, jednocześnie tu i ówdzie spontanicznie gdzieś wypływając w jakimś zinie czy we wzmiance. Często dotyczyło to

Read More »

Wywiad z INCEST

  Już niebawem „Moriar” stuknie 30-lecie, materiał w końcu doczeka się wydania na CD i LP.  Uznałem te dwa fakty za wystarczający powód, by przepytać

Read More »