Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

Wywiad z AQUILLA

Gdy zobaczyłem AQUILLA na tegorocznej edycji SUMMER DYING LOUD, tygodniami zbierałem szczękę z podłogi. Goście byli po prostu opętani! Scena buzowała energią, tłum szalał, a klimat lat 80’ wylewał się z głośników. To było coś niesamowitego! Po tak niezwykłym wydarzeniu wiedziałem, że muszę się z chłopakami rozmówić. Panie, panowie, AQUILLA! 

Witajcie! Jak mijają wam międzygwiezdne podróże?

Pete: Hej! Na powierzchni spokojnie, bo po letnich podbojach mamy chwilową przerwę od koncertów. Natomiast pod powierzchnią buzuje, gdyż skupiamy się w 100% na spięciu LP3. 

Captain: Witam, pozdrawiam, na pokładzie wszystko gra. Dryfujemy sobie teraz spokojnie przez galaktykę dopinając kolejny album tak, jak Pete wspomniał. Nie ukrywam, że jesteśmy dosyć podekscytowani nowym materiałem, który jest w zasadzie gotowy w całości, zostało tylko nagrywanie, czyli ta upierdliwa część (śmiech). 


Mimo, że naparzacie starą szkołę już 12 lat „Sentinels of the New Dawn” to dopiero wasz drugi krążek, swoją drogą świetny. Jak odebrali go fani w kraju i za granicą? Czemu przez ten czas dostaliśmy jedynie dwa longplay’e i dwie epki?
 

Pete: “Sentinels” zdecydowanie było albumem przełomowym w historii zespołu, który otworzył nam bardzo wiele drzwi przez lata dla nas zamkniętych. Wystarczy spojrzeć na liczbę zagranicznych koncertów, które udało nam się zagrać w tym roku. Przyjęcie przez fanów przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania, za co jesteśmy niesamowicie wdzięczni! 

Jeżeli chodzi o kwestię obfitości naszej dyskografii, to cóż, samo życie. Wczesne lata Aquilli to czasy licealne ówczesnych członków, które rządziły się swoimi prawami. Chociażby brakiem pieniędzy, sprzętu i umiejętności do przejścia przez pełnoprawne nagrywki. “The Day” było w zasadzie nagrywane za zaskórniaki z kieszonkowego od rodziców. Późniejsze zmiany składów też dołożyły swoją cegiełkę do takiego stanu rzeczy. 


Polska nigdy nie była wielkim potentatem klasycznego heavy metalu. Mało koncertów, jeszcze mniej fanów… Jak to jest grać w tej niszy w Polsce?

Captain: Wydaje mi się, że klasyczny heavy wbrew pozorom jest w Polsce popularny natomiast mało kto ma chęć go grać. Ciężko stwierdzić czym jest to spowodowane. Jeśli spojrzymy na polską scenę to faktycznie większość stanowiły zawsze hordy black, death i thrash metalowe. We wszystkich tych przypadkach są to gatunki intensywne i dla niektórych być może zwyczajnie dostarczają więcej dopaminy niż taki klasyczny heavy metal. Patrząc z kolei na młodą scenę zauważam, że co raz więcej kapel nawiązuje do oldschoolu ale takiego bardziej proto-metalowego, hard rockowego czy nawet space rockowego w duchu lat 70-tych aniżeli 80-tych (chociażby Armagh, Torpor czy Dagger Maniac). Mając to na uwadze podejrzewam, że niektórym taki bombastyczny ejtisowy heavy może wydawać się po prostu archaiczny czy kulturowo nierelewentny, mimo, iż każdy w sumie lubi i słucha, po prostu grać się nie chce. Ale nie jest to w żaden sposób deprymujące dla nas, bo raz, że i tak na braki publiki na koncertach narzekać nie możemy a dwa, że konkurencja mniejsza (śmiech). 
 
No, ale Niemcy to już zupełnie inna bajka. Słyszałem, że świetnie was przyjęli na WACKEN. Zajęliście nawet drugie miejsce na Wacken Metal Battle! Jak wspominacie ten wyjazdy? Planujecie więcej takich krucjat?

Kris: Występ na Wacken był dla nas przełomowy i jest potężnym wpisem w naszym koncertowym CV. Przez cały okres poprzedzający wyjazd i w dniu koncertu każdemu z nas towarzyszyła olbrzymia determinacja i chęć pokazania się z jak najlepszej strony na scenie. Sam koncert był tak mocnym przeżyciem, że jedyne co pamiętam, to wejście na scenę i zejście z niej. Adrenalina uderzyła tak mocno, że wymazała mi to co działo się podczas show, również dlatego, że skupienie na zadaniu było tak silne–zupełnie jakbyś leciał przez tunel czasoprzestrzenny. Satysfakcja z koncertu była ogromna, a była jeszcze większa, gdy dowiedzieliśmy się o wygranej. 

 

Jaspar: Oczywiście, że planujemy. Co więcej dwa lata po Wacken czyli o ile dobrze liczę- teraz, zagraliśmy również na kilku festiwalach w Niemczech, m.in. było to Keep It True Legions. Osobiście preferuję, gdy jesteśmy oficjalną częścią line up’u, ponieważ aspekt rywalizacji nie do końca leży mi w parze z muzyką. Sam występ pamiętam przez mgłę podobnie jak Kris, ale gdyby tak zagrać tam jeszcze raz, niekoniecznie pod szyldem Metal Battle, z pewnością czekałbym na to wydarzenie jak dziecko na gwiazdkę, zwłaszcza że nasze doświadczenie zostało wzbogacone o zmierzenie się ze scenami podobnymi do tej na jakiej graliśmy na W.O.A. 


Z resztą to nie są wasze jedyne doświadczenia z naszymi zachodnimi sąsiadami. „Sentinels…” wypuściliście we współpracy z Highroller Records. Jak do niej doszło?
 

Pete: Tutaj historia akurat jest bardzo prosta. High Roller Records od dawna był wysoko na naszej liście potencjalnych partnerów i mając w ręce gotową do wydania “sentinelkę” po prostu do nich napisaliśmy. Dość szybko dostaliśmy pozytywną odpowiedź i poszliśmy na współpracę, z której z perspektywy czasu jesteśmy bardzo zadowoleni. 


Podobno, gdy zaczynaliście AQUILLA był thrash metalowym tworem. Czy nagraliście jakiś materiał w tym gatunku? Jeśli tak, to czy jest szansa, że kiedyś się ukaże?
 

Pete: Sama Aquilla nie zaczynała jako thrash metal, ale powstała jako bezpośredni wynik rozpadu wcześniejszego thrash metalowego projektu ówczesnych członków – Legacy. Poza wokalistą był to dokładnie ten sam skład, tylko przestawiony na granie klasycznego heavy metalu w stylu Tokyo Blade, Skull Fist, Enforcer i innych podobnych kapel, którymi wtedy się wtedy bardzo zafascynowaliśmy. 

Na samym początku jeden utwór Legacy, który nazywał się “Hills of Transcendence” przeniknął do repertuaru Aquilli i nawet były podjęte próby nagrania go w studio z Pavem Vernickiem, ale nigdy nie wyszło to poza rejestrację surowych ścieżek i szkiców okładki, bo nie byliśmy z wyniku zadowoleni. 

Co do Legacy, to wielokrotnie robiliśmy podejścia do demówek i EP, ale finalnie skończyło się na jednym utworze, który swoją drogą do dzisiaj wisi na YouTube – ‘War of The Eyes”. 


Każdy, kto widział was na żywo wie, że jesteście totalnymi maniakami starej szkoły. Jak odkryliście metal? Jakie były wasze pierwsze płyty? Co was w tym wszystkim urzekło?
 

Pete: U mnie zaczęło się jakoś w wieku 11 lat, kiedy mój tata przyniósł z pracy limitowaną edycję “Death Magnetic” Metalliki. Dostał ją od kolegi, który otrzymał ją w prezencie, ale muzyka się nie spodobała, więc oddał ją mojemu tacie, o którym wiedział, że kocha bluesa i rock’n’rolla. 

Tacie finalnie płyta też niezbyt przypadła do gustu, ale ja zupełnie przepadłem i już niedługo później każda trasa do i ze szkoły była katowaniem wzdłuż i wszerz całej dyskografii i kultowych live’ów pokroju Seattle. 

Co mnie urzekło? Myślę, że dla dość nieśmiałego dziecka była to absolutna bezpardonowość wyrażania emocji i stylistyka tak odległa od ówczesnej rzeczywistości. 

 

Kris: Ja metal odkryłem w zasadzie przypadkiem, kiedy to w 2007 roku mój tata kupił rozszerzoną wersję gry Wiedźmin, która zawierała soundtracki i muzykę inspirowaną grą. Dwa lata później, gdy słuchaliśmy razem tych płyt natrafiłem na utwór zespołu Vader “Sword of the Witcher”. Jako 9 latek na początku byłem w ciężkim szoku i musiałem pozbierać szczękę z podłogi, jeszcze nigdy nie słyszałem czegoś tak ciężkiego i mającego tak wielki pokład energii. Niedługo po tym mój tata pokazał mi takie zespoły jak Judas Priest, Iron Maiden czy AC/DC i od tego momentu zacząłem swoje muzyczne poszukiwania na własną rękę. 

Im bardziej wkraczałem w świat muzyki metalowej jako nastolatek, tym bardziej czułem, że jest kształtuje ona moją tożsamość. Zdecydowanie ważnym aspektem jest to, że pozwoliła mi ona odreagować każdy problem, jaki napotkałem na swojej drodze. 

Captain: U mnie zaczęło się za dzieciaka, kiedy mając lat 3 przychodziłem do pokoju starszego brata, który słuchał wtedy sporo Iron Maiden a mi wyjątkowo spodobał się “The Number Of The Beast” i maniakalnie udawałem, że śpiewam refren używając nogi od jego wyra jako mikrofonu (śmiech). Świadome słuchanie muzy zaczęło się jednak u mnie dopiero gdzie w wieku lat 7-8 i to najpierw od klasyki rocka w postaci Queen i The Beatles. Później odkrywałem co raz to cięższe rzeczy docierając do Sabbathów,Judasów czy (tym razem już w pełni świadomie) Maidenów. Potem, również dzięki memu bratu, odkryłem Sepulturę co stanowiło furtkę do rzeczy cięższych. Co mnie w tym urzekło? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem bo to trochę pytanie takie fundamentalne co mnie urzeka w muzyce. Ja o tym za bardzo nie myślę, ja po prostu to przeżywam i doświadczam. Natomiast dla mnie generalnie zjawisko muzyki jest czymś niemalże metafizycznym, przekazującym emocje i energię w sposób niemalże namacalny, żywy dowód na istnienie duszy. 

 

Jaspar: Ciekawa sprawa bo ja wywodzę się definitywnie ze szkoły Hard Rocka: Van Halen, Aerosmith, Led Zeppelin itd- odkąd mam styczność z instrumentem te zespoły były fundamentem moich inspiracji. Z biegiem czasu zacząłem poznawać więcej muzyki. Kapel takich jak Maiden, Sabbath, Meta czy Slayer zacząłem słuchać niewiele później po moim “Wielkim Wybuchu”. Tak na prawdę nie ograniczam się wyłącznie do tych przykładów, a najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że cały czas poznaję i odkrywam coś “nowego” – nawet od wykonawcy, z którym jestem już zaznajomiony, a coś mi umknęło przez wszystkie lata fanatyzmu. Moją pierwszą osobiście nabytą płytą za 5 dych uzyskanych od babci z okazji mikołajek był Black Album Mety i od tego zaczęła się moja kolekcja płyt CD- wybieram ten nośnik, ponieważ posiadam po ojcu wieżę, która pamięta jeszcze lata 90. O ile dobrze pamiętam w prezencie jako drugą płytę otrzymałem Slayer’a – Reign in Blood, a potem jak wpadł jakiś szmalec to wydawałem go na kolejnego CD’ka co zdarza mi się do dziś. Największą radość dało mi zakupienie pierwszego Van Halena, którego z jakiegoś powodu ciężko było gdziekolwiek dostać. 


Co sprawiło, że postanowiliście się zebrać i kuć heavy/speed metal? Jak się poznaliście?
 
Pete: W kontekście pierwotnego składu wszyscy byliśmy po prostu kolegami ze szkoły i podwórka zafascynowanymi metalem. Wszystko zaczęło się na losowej lekcji w 1 gimnazjum, kiedy mój późniejszy przyjaciel, Patryk Linkiewicz, odwrócił się do mnie i spytał, czy nie chcę grać u niego w zespole na perkusji. Ja mając wcześniej jedynie do czynienia z bębnem djembe stwierdziłem, że czemu nie. 

W ten sposób ja, Hexx i Stiller znaleźliśmy się w jednym “proto projekcie”, który potem ewoluował w Legacy, do którego zaprosiliśmy Macieja Golczyńskiego poznanego przeze mnie na obozie tenisowym, i do którego potem Maciej zaprosił Stana. Legacy potem transformowało w Aquillę i dołączył do nas znajomy Stana – Pav. 

Ta historia bardzo dobrze obrazuje proces formowania wszystkich następnych składów. Lata mijały, życia się zmieniały, ale zawsze następni kandydaci byli typowani spośród naszych zaufanych znajomych, z którymi i tak utrzymywaliśmy kontakt, graliśmy koncerty i imprezowaliśmy. To samo tyczy się aktualnych członków. 


Od 2023 roku waszym krzykaczem jest Kacper Kuczyński. Według niektórych to najlepszy heavy metalowy wokalista, jakiego polska widziała od dekad! Jak się poznaliście? Jak doszło do współpracy?

 

Hippie: Pan Kuczyński był oczywistym wyborem z wielu powodów. Najważniejszym z nich jest nasza osobista wieloletnia zażyłość i przyjaźń. Na długo przed Aquillą wiele razy fantazjowaliśmy o wspólnym projekcie “na boku” ze względu na pokrywające się upodobania – nie tylko muzyczne (śmiech). Kiedy tylko zwolnił się wakat, następnego dnia byliśmy już na piwku i zaprosiłem Kacpereczka w imieniu całego zespołu do współpracy. Po równie entuzjastycznej reakcji ze strony Paradoxa od razu zabraliśmy się za próbowanie zarówno, aby przygotować show na koncerty, jak i tworzyć nowy materiał. Ze względu na naszą osobistą relację, od samego początku współpraca szła tak jak to sobie wyobrażałem – wybornie! Dodatkowo jako chodząca encyclopaedia metallum (nie zliczę, ile genialnych kapel dzięki niemu poznałem!), Kuczy wzbogacił Aquillę ogromem nowych inspiracji, dzięki czemu wspólnymi siłami weszliśmy na zupełnie nowy, wyższy poziom jako zespół. Za celowy zabieg mogę zatem na pewno wskazać zaproszenie do naszej załogi najbardziej zaufanego, podchodzącego do zadań na poważnie, nastawionego na ciężką pracę totalnego maniaka i oddanego przyjaciela w jednej osobie. 



Zrobiliście teledyski dla dwóch numerów: „Creed of Fire” oraz „Battalion 31„. Dlaczego wybraliście konkretnie te strzały?
 

Captain: Te numery mieliśmy już wcześniej ograne na koncertach zanim jeszcze album się ukazał i wiedzieliśmy, że mają dobre przyjęcie. Oba też dobrze oddają cały klimat płyty i tego nowego etapu Aquilli – z jednej strony “Creed”, który w starszym stylu pędzi na złamanie karku a z drugiej “Battalion”, który pokazuje nieco bardziej klimatyczne epickie elementy naszej muzyki. Dziś, jeśli chcesz się jakoś tam wybić to nagranie klipu do kawałka jest absolutnym musem. Sam proces kręcenia w obu przypadkach był zarówno dobrą zabawą jak i ciężkim znojem, ale tak to już chyba jest z każdym procesem produkcyjnym w graniu muzy. Natomiast najprzyjemniejszą częścią było wyszukiwanie fragmentów starych filmów sci-fi, które można by umieścić w klipie do “Creeda”. Ja i Hippie obejrzeliśmy w tym celu nawet niesławne “Tureckie Gwiezdne Wojny”, ubaw po pachy  


 
Nie trzeba być jakimś wielkim koneserem, by zauważyć, że wasza twórczość jest przesiąknięta sci-fi. Jakie są wasze ulubione filmy i książki z gatunku? Po okładce „Sentinels…” wnioskuję, że Warhammer 40000?
 

Pete: Warhammer 40k oczywiście, choć u mnie głównie w formie gier komputerowych (cała seria Dawn of War, Space Marine) oraz zgłębiania lore po wiki. Z innych gier: Titanfall, BioShock, Dead Space, Oddworld czy Mass Effect. Książki z serii Metro 2033. Z filmów RoboCop, Starship Troopers, Event Horizon, Pandorum, oraz ogólnie uniwersum Obcego i Predatora. 

Kris: Ja jestem wielkim fanem Diuny i już szczerze mogę powiedzieć, że posiadam na swojej półce wszystkie części od czasów Dżihadu Butlerowskiego do Kapitularza Diuna łącznie z komiksami–to jest łącznie 21 książek poświęconych temu uniwersum. Moim ulubionym filmem sci-fi jest zdecydowanie Interstellar oraz oczywiście ekranizacja Diuny. Dodatkowo, do obu produkcji muzykę tworzył Hans Zimmer, który jest zdecydowanie moim ulubionym kompozytorem. Jego muzyka stanowi idealne dopełnienie obrazu tych dwóch filmów. 


Skąd w ogóle zainteresowanie fantastyką naukową? Mnie klasyczny heavy metal zawsze raczej kojarzył się z fantasy.
 

Pete: W kontekście zespołu, myślę, że początkowo była to po prostu wypadkowa zainteresowań nastolatków i rzeczy “fajnych” oraz spiskowych plus dość unikalny kierunek wizerunkowy wzmocniony odkryciem takich projektów, jak Scanner, czy Steelwing. Potem to już w zasadzie pójście za ciosem i wzajemne nakręcanie się, aby nie robić niepotrzebnych rewolucji w image’u kapeli. 

Zwykłe fantasy też bardzo lubimy, co myślę, że też widać w naszej pracy, a szczególnie w “Sentinels”. 

 

Kris: Dorzucając swoje trzy grosze do wypowiedzi Piotra myślę, że w naszym przypadku tematyka sci-fi była nie do uniknięcia z racji na wymienione w pytaniu wyżej ulubione książki i filmy. Rozwój technologii i podbój kosmosu dzieje się na naszych oczach i jest to tylko kwestią czasu zanim ludzkość zacznie kolonizować inne planety. 

Captain: Jakkolwiek klimat “sword and sorcery” w znacznej mierze przeważa pośród heavy metalowych kapel, tak było na przestrzeni lat parę kultowych hord, które lubowały się w science fiction (chociażby Scanner, Agent Steel czy Iced Earth). Tak więc nasze nawiązania nie są niczym nowym. 


W swojej twórczości opowiadacie historie swojego własnego świata sci-fi. Ludzkość znajduje nowy dom, planetę Yvad’ dèra, która pełna jest pozostałości dawnych cywilizacji. Kto pisze te historie? Czyim pomysłem był ten zabieg?
 

Pete: Pomysł na tworzenie kolejnych albumów w ramach wspólnego uniwersum pojawił się naturalnie gdzieś na etapie pracy nad “Saviors of The Universe”. Mieliśmy już wtedy materiał na epkę, która miała się nazywać “Intersection” i być swoistym prequelem do wydarzeń, które lata później znalazły się na “Mankind’s Odyssey”. Ostatecznie materiał z tamtej epki wylądował w postaci demówek na singlu z “Saviors”, a następnie został nagrany raz jeszcze na “Mankind’s” pod postacią utworów “Rapt in Darkness”, oraz właśnie “Intersection”. 

Tradycyjnie lore zajmowałem się głównie ja z wokalistami, ale tak naprawdę każdy z nas ma w tych historiach swoje cegiełki, które potem były spinane w tekstach, w których i tak ostatecznie ląduje jakieś 10% tego, nad czym debatujemy miesiącami. Trzeba będzie to kiedyś spisać w jakimś kompendium, haha. 


Czy stworzone przez was uniwersum będzie eksplorowane wyłącznie przez AQUILLA, czy planujecie dobudować do niego też jakieś inne projekty?
 

Pete: Czas pokaże, bo aktualnie prace związane z funkcjonowaniem zespołu zajmują 110% naszego wolnego czasu, ale gdyby udało się go zyskać więcej, to czemu nie. Mi osobiście marzy się gra komputerowa, płyta space country lub bardziej realistycznie, jakieś wiki opisujące lore w większych detalach niż teksty. 


Ciężko też nie skorzystać z okazji, by zapytać się, jakie są wasze przewidywania na przyszłość. Zagłada Ludzkości? Transhumanistyczna utopia? A może coś jeszcze innego?
 

Pete: Ciężkie czasy nadciągają… Kto wie co Pustogłowi knują na północy. 

Kris: Kto czytał Diunę–Dżihad Butlerowski ten wie co może wydarzyć się ze Sztuczną Inteligencją i myślącymi maszynami. 

Captain: Albo zagłada, albo cyfryzacjo-cyborgizacja ludzkości. Myślę, że jeśli się nie powybijanymi między sobą, to etap hybrydy człowieka z maszyną jest nieunikniony. 

Jaspar: Ostatnio obejrzałem Terminatora- będzie jazda. 


Czy wierzycie w życie pozaziemskie? Jak tak, to czy myślicie, że złożyli już tu wizytę?
 

Pete: W samo istnienie absolutnie tak. Czy byli już tutaj? Serce mówi “I want to believe”, a mózg podszeptuje, że szanse są małe, ale niezerowe. 

Kris: Tak samo uważam, że życie pozaziemskie istnieje. Skoro my istniejemy, to dlaczego w zakątkach kosmosu, do których jeszcze nie dotarliśmy ma nie rodzić się, rozwijać lub upadać inna forma życia lub cywilizacji? 

Captain: W dużym skrócie: tak i tak. Pełna odpowiedź, jednakże jest dużo bardziej złożona i nieco niejednoznaczna. Zagadnieniem nieludzkiej inteligencji jak i zjawiska UFO/UAP interesuję się bardzo intensywnie od wielu lat, posiadam obszerną biblioteczkę książek na te tematy, od typowo ufologicznych aż po takie związane z astrofizyką. To w sumie moja druga główna pasja zaraz po muzyce (śmiech). Temat jest jednakże bardzo obszerny i niezwykle złożony, przez co nie da się udzielić prostych odpowiedzi na to pytanie, możemy jedynie spekulować. Moim zdaniem zjawisko to nie ogranicza się do prostego “przybysze z kosmosu przylatują do nas w swoich statkach” a jest czymś dużo obszerniejszym i ciężkim do ogarnięcia, lawirując między zjawiskami fizykalnymi jak i metafizycznymi, parapsychicznymi, między wymiarowymi jak i nawet duchowymi. W ostatnich latach na scenie ufologicznej dzieje się dużo ciekawych rzeczy a temat zaczął być nawet nieco poważniej traktowany przez opinię publiczną, mieliśmy chociażby oficjalne przesłuchania w kongresie USA, gdzie różni wojskowi, naukowcy czy inżynierowie składali zeznania na temat swoich doświadczeń z tym zjawiskiem. Jak mówiłem, temat jest obszerny i mógłbym się jeszcze długo rozgadywać, ale nie ma miejsca. 


Załóżmy, że gdzieś istnieje cywilizacja, która opracowała technologie pozwalająca w sensownym czasie przemierzać wszechświat. Przy założeniu, że ludzkość doszła do punktu, w którym nasz postęp technologiczny nas przerasta można wyciągnąć wniosek, że taka cywilizacja również natknęła się na ów problem. Jak myślicie, jak mogłaby go rozwiązać?
 

Pete: na pewnym etapie takiego rozwoju chyba nieunikniona będzie cyborgizacja społeczeństwa, a ostatecznie przeniesienie jaźni do mechanicznych zamienników ciał i sprzężenie z globalną sztuczną inteligencją – “For the machine is immortal”. 

Kris: Prawdopodobnie ludzie będą przeszczepiać mózgi do mechanicznych ciał, które będą utrzymywane i odżywiane przez elektro fluid. Takie machiny nie będą musiały mieć wcale kształtu ludzkich ciał. Istnieje również inna możliwość, jak zaginanie przestrzeni, ale do tego potrzebne by były silniki Holtzmana, nawigator i niebotyczna dawka melanżu. 

Captain: Moim zdaniem cywilizacje, które opanowały podróże międzygwiezdne i je uskuteczniają muszą stać na dużo wyższym od nas poziomie nie tylko technicznym, ale mentalnym/kulturowym. Ciężko mi sobie wyobrazić zaawansowaną cywilizację latająca przez kosmos, która w tym samym czasie leje się między sobą. Obstawiam, że w takich wypadkach wszelkie wewnętrzne konflikty zbrojne, polityczne, poglądowe itd. byłyby nieistniejące, zrzucone na dalszy plan przez perspektywę paradygmatu wszechświatowego, w takim sensie, że tego typu konflikty są bez znaczenia z perspektywy wszechświata. A jak im się udało dokonać wejścia na taki wyższy level mentalny? Jakbyśmy znali odpowiedź to nie byłoby tematu. 


Załóżmy też, że technologia owej cywilizacji wpadłaby w nasze ręce. Czy aby na pewno bylibyśmy w stanie jej użyć? Co prawda dostalibyśmy odpowiedzi, ale tylko na te pytania których nie potrafimy nawet zadać. Czy one pomogłyby nam cokolwiek zmienić?
 

Pete: W scenariuszu hollywoodzkim może dostalibyśmy jakieś odpowiedzi, ale realistycznie rzecz ujmując, takie cywilizacje, a co za tym idzie, ich technologia, potencjalnie byłyby tak odległe od naszego zrozumienia świata, że bez jakiegoś łącznika/tłumacza/emisariusza pewnie powstałoby tylko więcej pytań i niepewności. Ciekawie obrazuje ten problem film “Arrival” z 2016 roku. 

Kris: Być może nie umielibyśmy użyć tej technologii w pełni jej potencjału, natomiast inżynieria wsteczna umożliwiłaby w mniejszym lub większym stopniu dalszy rozwój naszych ludzkich technologii inspirując się bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami. 

Captain: W ufologicznym światku istnieje od dekad poruszany wątek inżynierii wstecznej, gdzie rzekomo rządy niektórych największych mocarstw świata pozyskały obcą technologię z wraków rozbitych pojazdów itd. i na ich podstawie stworzyły nowe patenty do własnych urządzeń. Na ile jest to prawda na ile teoria spiskowa nie mnie oceniać. Natomiast zgadzam się z Peterem, że na pewno nie bylibyśmy w stanie w pełni objąć zasad działania takiej technologii w oparciu o naszą obecną wiedzę o fizycie i wszechświecie. 


Wróćmy do muzyki. Gdybyście mieli wehikuł czasu i mogli coś zmienić w historii metalu to, co by to było?

Captain: Powiedzieć Dio, żeby się przebadał wcześniej na raka. 

 

Jaspar: Przedstawię wyłącznie łagodne scenariusze, żeby nie urazić niczyjego gustu muzycznego. Za wczasu siepnął w cymbał Andrewa Aycocka- tego co pilotował samolot, w którym zmarł Randy Rhoads, zamknął zawczasu w Choroszczy zabójcę Dimebag’a Darrell’a, poprosił Stevie’go Ray Vaughan’a o to, aby zamówił taksówke zamiast leciał helikopterem, aha no i namówił go, żeby zrobił jakiś metal, bo o metalu rozmawiamy co nie?  
 
Teraz może zostawmy hipotetyczne pytania i wróćmy na ziemię. Jakie są wasze plany na przyszłość kapeli?  
 

Pete: Niezmiennie: rosnąć i się profesjonalizować, a przy tym mieć kupę radochy z tego, co robimy, zwiedzając przy okazji trochę świata. 

Aktualnie skupiamy się na dowiezieniu 3 płyty, a co przyjdzie potem, to się okaże. 

Jaspar: Odpowiedzieć na wywiad, nagrać trzecią płytę. 


Przez lata istnienia kapeli zagraliście już niejeden koncert. Jaki był wasz najlepszy i najgorszy występ?

Kris: Występem, który zdecydowanie najlepiej wspominam i często wracam do niego pamięcią jest nasz występ na festiwalu Wykopaliska w Rekowie w lipcu 2024 roku. Cały festiwal był zarazem kameralny i czuło się wakacyjną atmosferę z powodu lata. Dodatkowo, samo wydarzenie miało miejsce w środku lasu, co zdecydowanie wieczorem było bardzo klimatyczne. Na 4 godziny przed koncertem poszliśmy z chłopakami kąpać się i chillować nad jeziorem. To sprawiło, że przed wejściem na scenę czułem się naładowany dobrą energią tego całego miejsca i zagrałem swój najlepszy  koncert, ponieważ się najbardziej wczułem w granie. Koncertem, który zdecydowanie najgorzej wspominam to koncert w Siedlcach w 2019 roku, kiedy w połowie koncertu rozleciał mi się most w gitarze. Na domiar złego, był to jedyny koncert, na który nie wziąłem zapasowej gitary, więc musieliśmy zejść ze sceny, bo nie miałem na czym grać. Od tego momentu zawsze biorę drugą gitarę na koncert. 

 

Jaspar: Najlepiej wspominam nasze Release Party z okazji wydania “Sentinels of New Dawn”- zagraliśmy tam najdłuższy set, który zawierał takie smaczki jak solo gitarowe, perkusyjne, perkusyjno-basowe, call and response, generalnie wszystko czym powinien charakteryzować się legendarny występ, który najlepiej ogląda się na wielkim ekranie przy piwku. Wspominam o tym ekranie i piwku dlatego iż sam przez długie lata właśnie w taki sposób bujałem w obłokach oglądając wykony ukochanych wykonawców aż w końcu sami to zrobiliśmy. Szkoda jedynie, że nikt tego nie nagrał. Najgorszy – zdecydowanie w Leśniczówce w Chorzowie- również jak w przypadku Krisa sprzed kilku lat nie wziąłem zapasowej gitary, a w momencie grania zawadziłem główką instrumentu w drewniany pal podtrzymujący dach po czym poszedł mi cały strój do góry. Dziwnym było to, że nie w dół. W dodatku było ciasno i późno, więc w zasadzie nie mieliśmy już o tej porze dużo energii. 


Serdecznie dziękuję wam za poświęcony czas! Ostatnie słowa są wasze.

Pete: Wielkie dzięki za możliwość udzielenia wywiadu oraz bardzo ciekawe pytania. Polecamy się na przyszłość i pozdrawiamy! 

Captain: Dziękujemy serdecznie, do widzenia. I pamiętajcie – j*bać leszczy, z lamusami się nie pieścić! 

 

Łukasz Łoziński 

Iomi-Stormbringer

Legenda gitary – Tony Iommi, prezentuje swój najnowszy singiel zatytułowany ‘Stormwatcher’. Utwór opiera się na charakterystycznym riffie gitarowym muzyka, który był główną siłą napędową kultowej

Read More »

Tony Iomi wydaje nową płytę

Tony Iommi – prawdziwa legenda i ikona muzyki, gitarzysta Black Sabbath wydaje pierwszą od 21 lat solową płytę. TONY IOMMI Premiera nowego albumu solowego legendarnego

Read More »

Wywiad z AQUILLA

Gdy zobaczyłem AQUILLA na tegorocznej edycji SUMMER DYING LOUD, tygodniami zbierałem szczękę z podłogi. Goście byli po prostu opętani! Scena buzowała energią, tłum szalał, a

Read More »

SUMMER DYING LOUD 2026

Trudno uwierzyć, ale za nami już XVII edycja tego niesamowitego festiwalu, który z roku na rok przyciąga coraz większe rzesze fanów metalowej muzyki. Zresztą trudno

Read More »