Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

Wywiad z CENTINEX

Trzydzieści pięć lat działalności, dwie uznane marki szwedzkiego death metalu i ani grama ochoty na odcinanie kuponów. Martin Schulman od dawna udowadnia, że Centinex nie jest pomnikiem dawnych sukcesów, lecz zespołem, który wciąż ewoluuje na własnych zasadach. Z okazji premiery With Guts and Glory rozmawiamy o zmianach w brzmieniu, komponowaniu prostszych i bardziej chwytliwych utworów, narodzinach Demonical, realiach deathmetalowego podziemia sprzed internetu, a także o trudnym okresie związanym z chorobą Henrika Johanssona. To rozmowa nie tylko o nowej płycie, ale przede wszystkim o tym, jak przez ponad trzy dekady zachować pasję do grania i nie zamienić własnego zespołu w muzealny eksponat. 

 

Centinex gra od ponad 3 dekad. Co po tylu latach jest największym zagrożeniem dla zespołu? Stagnacja czy przesadne próby odkrycia się na nowo? 

 

Jak pewnie wiesz, Centinex grał od 1990 do 2006, potem mieliśmy prawie 10 lat przerwy i wznowiłem zespół. Przy reaktywacji zależało mi, żeby nie ograniczać się muzycznie. Chciałem czuć, że mam wolną rękę. Oczywiście, w ramach death metalu, ale bez ograniczania siebie. Ostatnie lata na tym się opierają. Gramy co chcemy – jeśli komuś się to podoba to super, jeśli nie, to przeżyjemy. Centinex to trochę plac zabaw, gdzie robię co chcę. 

Nowy album – With Guts and Glory. Ten tytuł brzmi niemalże tryumfalnie i kontrastuje z poprzednim nazewnictwem zespołu. Co za nim stoi?  

 

Nie pamiętam dokładnie <śmiech>. Wydaje mi się, że nie było żadnej głębszej historii. Wymyśliłem go i tyle. Tytuły płyt są ważne – powinny być łatwe do zapamiętania. Nigdy nie lubiłem, gdy są zbyt długie i niemożliwe do wymówienia. A With Guts and Glory? Moim zdaniem jest niezłe. Nawet jeśli często ludzie mówią mi, że brzmi jakby to była płyta Manowar lub jakiegoś zespołu grającego power metal <śmiech>. Wiadomo, że słowa „guts” i „glory” często się powtarzają wśród albumów, ale dziś naprawdę trudno wymyślić coś oryginalnego. Zwłaszcza że chcąc mieć prosty tytuł, musisz użyć słów które są popularne. 

 

Gdybyś miał wybrać jeden utwór, który najlepiej oddaje ducha With Guts and Glory – na co byś postawił? 

 

Trudno powiedzieć, lubię wszystkie utwory. Pewnie postawiłbym na otwierający utwór, Becoming. Trochę thrashu, trochę punka i trochę death metalu. Wydaje mi się, że w tym utworze jest najwięcej elementów, które rezonują z tym, czym zespół jest obecnie. 

Centinex istniał w trzech różnych erach – podziemie lat 90, okres po reaktywacji i współczesność. Który z tych okresów jest Twoim zdaniem najtrudniejszy i dlaczego? 

 

Każdy okres był inny i miał swoje przeszkody. Gdy zaczynaliśmy, wszystko było głębokim podziemiem. To czasy przed internetem i social media. Wszystko opierało się na pisaniu listów i tape-tradingu. Komunikacja z wydawcami i zinami była bardzo czasochłonna i skomplikowana. Prawdziwym wyzwaniem było dotrzeć do kogoś i zyskać jakąś rozpoznawalność. Na początku lat 2000 prawdziwym wyzwaniem było to, że scena death metalowa była prawie martwa. Sporo klasyków poszło w inną stronę. Melodic death metal i black metal zyskały na popularności, a klasyczny death metal ledwo utrzymywał się na powierzchni. Robiliśmy, co mogliśmy do 2006, kiedy zespół się rozpadł. Obecnie powiedziałbym, że największym wyzwaniem jest ilość kapel. Są ich miliony i dzięki internetowi jest łatwiej zacząć nagrywanie i promowanie muzyki, więc poziom konkurencji jest niewyobrażalny. Każda epoka miała swoje wyzwania. My zawsze chcieliśmy robić swoje. Jasne, fajnie, kiedy ludzie śledzą co robisz, ale głównym celem Centinex było granie tego, co lubimy.  

 

Charakterystyczny dźwięk HM–02 jest dziś praktycznie synonimem death metalu. Czy myślisz, że po tylu latach używania tego efektu przez hordy kapel to brzmienie jest już zjadaniem własnego ogona, czy wciąż da się coś wykrzesać coś nowego z tego rodzaju produkcji? 

 

Jest obecnie masa zespołów grających na HM–02 i nazywających się oldschoolowym szwedzkim death metalem. Jest parę dobrych i bardzo dużo kopistów, którzy nie do końca rozumieją esencję tej muzyki. Ci, którzy robią to dobrze, przetrwają, ale kapele, które idą w tę stronę pod wpływem mody, szybko znikną. Ale tak, jest parę naprawdę świetnych młodych kapel.  

A które z nowszych kapel Ci się podobają? Co Ci przypomina, czemu pokochałeś tę muzykę? 

 

Szczerze mówiąc, niezbyt śledzę nowe kapele w gatunku. Prawda jest taka, że sam rzadko słucham death metalu. Uwielbiam go grać, ale gdy chcę włączyć muzykę dla siebie, to zazwyczaj są to inne rzeczy. Heavy metal i hard rock z lat 80. Z death metalu najczęściej wracam do klasyków – Dismember, Grave i Unleashed. Nie staram się nadążyć za tym, co się dzieje na scenie. Zamiast tego skupiam się na muzyce, która była popularna, gdy byłem młody. Wracam do hard rocka i heavy metalu – kiedyś słuchałem głównie Ozzy’ego, Iron Maiden i Motörhead, potem przeszedłem przez thrash i trafiłem na ekstremę. Obecnie wracam do korzeni i mi to odpowiada. 

 

To co byś określił swoim ulubionym zespołem wszech czasów? 

 

Jest kilka. Running Wild to zespół, który kochałem w latach 80. W czołówce też jest Motörhead, Accept, Scorpions i W.A.S.P. Nawet jeśli nie lubię ich wszystkich materiałów, to niektóre albumy z lat 80. to mistrzostwo świata. Wywarły na mnie ogromny wpływ. Gdy pierwszy raz słyszałem te rzeczy, miałem jakieś 14 lat i odcisnęły na mnie piętno, które trwa do dziś. 

Zarówno z Demonical, jak i z Centinex masz ogromne doświadczenie na scenie. Czy komponowanie dzięki temu staje się łatwiejsze, bo wiesz co i jak, czy wręcz przeciwnie – jest trudniej, bo unikasz zjadania własnego ogona? 

 

I jedno i drugie. W pewien sposób jest łatwiej. Bardziej wiem, co chcę robić i mniej przejmuję się krytyką. 30 lat temu myślałem, czy dany utwór pasuje do Centinex, czy ma nasze brzmienie, co inni pomyślą. Dziś czuję, że tworzę sam dla siebie i piszę muzykę, którą lubię. Wraz z wiekiem nabrałem dużo pewności siebie. Najtrudniejsze dziś jest zabrać się do pracy <śmiech>. Pisanie nowego materiału Centinex zajmuje miesiące. Ale gdy skończę pierwszy utwór, to reszta jakoś idzie sama. 

 

Pasuje mi to do tego, co dostaliśmy na With Guts and Glory. Ten materiał jest zaskakująco chwytliwy. 

 

Nasz styl też mocno się zmienił. Ale obecne oblicze Centinex jest dla mnie ważne. Od dawna czułem, że chcę tworzyć prostą, chwytliwą muzykę z naleciałościami punka i thrashu. Staram się nie mieć więcej niż 4–5 riffów na utwór. Dużo łatwiej się też komponuje takie utwory, zwłaszcza w porównaniu z Demonical. Centinex to taki trochę mój muzyczny plac zabaw, a w Demonical jednak skupiamy się na tym, aby trzymać się death metalowych ram. Jestem obecnie bardzo zadowolony z obrotu spraw – i jako kompozytor i jako muzyk wykonujący te utwory na żywo, Jeśli stworzymy kolejny album, to chciałbym, aby był w podobnym stylu. 

Mówiąc o Demonical. Zespół składał się z byłych i obecnych muzyków Centinex i został założony zaraz po rozpadzie macierzystej formacji. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego założyliście nowy projekt, zamiast po prostu rozwijać formułę Centinex? 

 

W 2006 mieliśmy swoje powody, dla których czułem, że to koniec Centinex. Ciężko było wtedy grać szwedzki death metal, mieliśmy duże problemy ze znalezieniem wydawcy, parę wewnętrznych konfliktów itd. Było bardzo ciężko i uznałem, że wystarczy. Przez 15 lat poprzedzających rozpad były wzloty i upadki, ale zawsze starałem się ciągnąć ten zespół, aż do wtedy. Potrzebowałem uczucia nowego startu. Gdy zaczynało się sypać, pracowałem już nad Demonical – miałem w głowie skład, logo i członków. Założenie Demonical i rozpad Centinex ogłosiliśmy tego samego dnia. Na pokładzie mieliśmy też trzech członków Centinex. Wszystko poszło bardzo szybko, ale staraliśmy się, żeby wyraźnie rozgraniczyć te zespoły. Nastawienie wewnątrz obydwu zespołów też było zupełnie inne. Demonical miał być tym, czym Centinex był na początku kariery. Podziemny death metal, to miał być powrót do korzeni, który był niemożliwy przy ewolucji Centinex. Ale po latach zaczął się robić ponownie ruch wokół Centinex – pojawiły się wznowienia albumów, propozycje tras i tak doszło do reaktywacji. Oczywiście, oba składy personalnie miały swoje punkty przecięć, ale w pewnym momencie stwierdziłem, że te zespoły powinny się rozdzielić – stylistycznie, personalnie i pod każdym innym względem. 

 

Który z tych zespołów jest dla ciebie głównym priorytetem? 

 

Żaden. Często słyszę to pytanie, ale wiesz jak to jest. Jeśli masz dwoje dzieci, to kochasz każde z nich. Oba zespoły są dla mnie ważne i dają mi dużo radości. Jednocześnie są ważne w inny sposób i przynoszą inny rodzaj satysfakcji. Nie chcę nazywać któregokolwiek z nich ważniejszym. Oczywiście w związku z ograniczeniami czasowymi muszę się rozdzielić. Ten rok skupiał się na Centinex – nowa płyta, sporo koncertów, a Demonical powoli pracuje nad nowym materiałem w tle. W przyszłym roku wyjdzie nowa płyta Demonical i sytuacja się odwróci. Mniej więcej co rok zmienia się to, przy którym zespole więcej pracuję. 

Rok temu Centinex odwołał dużo koncertów w związku z walką Henrika z rakiem. Jak się ma stan jego zdrowia? Jak przetrwaliście jako zespół cały stres związany z tą sytuacją? 

 

Z jego zdrowiem jest w miarę dobrze. Daleko od ideału, ale stabilnie. Został zdiagnozowany na początku 2025 roku. Dowiedział się o tym podczas sesji nagraniowej With Guts And Glory. Chcieliśmy początkowo wydać album w czerwcu 2025 i zagrać parę tras. Wtedy uderzyła jego diagnoza i prognozy leczenia. Zdecydowaliśmy się odłożyć premierę albumu o rok i wstrzymać wszystko. Zwłaszcza że nigdy nie wiadomo ile potrwa leczenie nowotworu i jakim kosztem ono przebiegnie. Nie byliśmy w stanie zaplanować nic. Ale zdrowie Henrika było głównym priorytetem. Umówiliśmy się, że ruszymy, gdy da znać, że jest gotowy. Terapia przeszła w miarę dobrze, koło września ubiegłego roku wróciliśmy do bookowania koncertów. Wydawca też sprężył się z premierą płyty i kampanią promocyjną. Mieliśmy finalnie pół roku przerwy, ale chcieliśmy, żeby Henrik dostał czas na leczenie i wsparcie. To było ważniejsze niż cokolwiek. Henrik ma się obecnie okej. Wiadomo, że walka z rakiem to ciężka przeprawa i zbiera swoje żniwo, ale na szczęście udało się to względnie dobrze. 

 

Ostatnie słowo idzie do Ciebie – co byś chciał powiedzieć polskim czytelnikom? 

 

Dziękuję za wsparcie. Zawsze czułem siłę polskich maniaków na koncertach obydwu zespołów. Demonical jest obecnie w Agonia Records, Centinex też kiedyś tam był. Mamy dobre połączenie z Polską i bardzo lubię ten kraj! 

 

Wojciech Michalak 

Wywiad z ABUSER

Termin muzyczna ekstrema zazwyczaj odnosi się do death, black i grindu. A jednocześnie co parę lat zdarza się jakaś kapela thrashowa, która idealnie pasuje do

Read More »

Wywiad z CENTINEX

Trzydzieści pięć lat działalności, dwie uznane marki szwedzkiego death metalu i ani grama ochoty na odcinanie kuponów. Martin Schulman od dawna udowadnia, że Centinex nie jest pomnikiem dawnych sukcesów, lecz zespołem, który

Read More »