Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

AIRBOURNE Klub Studio w Krakowie 26.08.26

Widziałem ich koncerty kilka razy i zawsze tym występom towarzyszyła niesamowita energia. Tak też było i tym razem, choć wydaje się, że tego wieczoru to było istne szaleństwo. To, co wyczyniał na scenie Joel przeszło moje najśmielsze oczekiwania – myślę, że gdyby podpiąć tego faceta pod transformator wysokiego napięcia, swoją szaloną energią zasiliłby całe miasto. Cały czas zachodzę głowę, jak on to robi, że przez cały koncert wszędzie go pełno. Zwykle, jeśli jakiś wokalista szaleje na scenie to 3-4 pierwsze numery, a potem zwalnia tempo. W przypadku pana Joela O’Keeffe nie ma szans na żadne przestoje na scenie. Zresztą pozostała część zespołu stara się dotrzymać kroku liderowi, by nikt nie pozostawał w tyle. Ta cała niespożyta energia udziela się wszystkim pod sceną, rozpalając u wszystkich ukryte pokłady mocy uwolnionej przez magię Rock’n’Rolla. I to jest piękne, kiedy widzisz ludzi w różnym wieku, którzy z tym samym zapałem machają dyniami, to było coś wspaniałego. 

Nowa trasa to pretekst do nowej totalnej zabawy z publicznością, a przy okazji promocja nowego szóstego albumu Australijczyków, nazwanego po prostu Airbourne. 

Chwilę po intro z Terminatora rozbrzmiały pierwsze takty Gutsy. Sekundy potem publiczność oszalała i tak zostało do samego końca koncertu. Musicie przyznać, coś takiego nie często się zdarza, by poziom adrenaliny utrzymywał się na takim poziomie szaleństwa. Kolejny numer tego wieczoru Too much too Young w nieco wolniejszych bujających tempach w skuteczny sposób udzielił się wszystkim. Następny był hit Australijczyków z trzeciego albumu Black Dog Barking, mowa o Hungry. Dolał on tylko oliwy do ognia – publiczność pod sceną przypominała erupcje wulkanu. Szaleństwa część dalsza, to cholernie bujający Back In The Game, a po nim takie strzały jak Raise The Flag, przy którym Joel podczas swojego gitarowego solo na plecach ochroniarza wszedł w publiczność i tam zagrał część tego numeru, przedzierając się przez tłum fanów – publiczność oszalała. Żeby było ciekawiej, Joel wykonał swój popisowy numer z puszką piwa, rozwalając ją tradycyjnie o głowę; piwo tryskało niczym z pompy straży pożarnej. Nie dziwię się, że AC/DC namaściło AIRBOURNE jako swoich następców. Panowie Angus i Joel mają w sobie ten sam rodzaj muzycznego szaleństwa. Przy Bottom of The Well cała sala dalej pulsowała, skacząc niczym jeden organizm. Duch AC/DC był tu wszechobecny, to była prawdziwa rockandrollowa uczta. Kolejny sztos to niezwykle rozbuchany Breakin Outta Hell i tu nie było żadnej taryfy ulgowej dla fanów. Jak tu dalej ustać na nogach, kiedy panowie przygotowali na dziś takie ciosy jak Diamond In The Ruff? To po prostu szok ile w tym zespole jest energii. Przy Live It Up podczas nalotu rozbrzmiały syreny skutecznie podkręcane przez Ryana O’Keeffe, który na chwilę wyszedł zza bębnów. Chwilę potem, przy oklaskach tłumu rozpoczęła się kolejna dawka Rock’n’Rolla – Joel ponownie na chwilę wszedł w tłum, by powrócić z człowiekiem z ekipy, który wprowadził na scenę wózek z piwem, które Joel wrzucał w publiczność. Facet wie jak utrzymać tłum na wysokich obrotach – to było coś niesamowitego. Po tym numerze zakończyła się oficjalna część koncertu, na szczęście Panowie przygotowali kilka bisów. Jako pierwszy polecał cholernie energetyczny Ready To Rock. Nie było na tym koncercie chwili wytchnienia. Szaleństwo roznosiło się po tłumie niczym zaraza, wszyscy śpiewali, wtórując Joelowi. Ależ było to wspaniałe przeżycie! Kolejnym ciosem było Alive After Death, by finalnie zakończyć całość Running Wild. Po takiej dawce energii wszyscy mieli nogi jak z waty i choć tłum wyglądał na skonany, wszyscy wychodzili z bananami na twarzy. To był znakomity koncert. Życzyłbym sobie zawsze takiej energii na koncertach. Po przyjściu do domu długo nie mogłem zasnąć i to nie za sprawą księżyca, który miał dzień później osiągnąć pełnię. Po prostu na tym koncercie dostałem takiego kopa energetycznego, że mógłbym przenosić i przysłowiowe góry. To było coś niesamowitego! 

Kocham AC/DC, ale teraz jestem spokojny o ich dziedzictwo. AIRBOURNE będzie godnym następcą tego wielce zasłużonego dla krzewienia Rock’n’Rolla zespołu. Amen!!!!! 

 

NecronosferatuS 

Wywiad z THRONEUM

Trzydzieści lat działalności, kilkanaście wydawnictw, niezliczone splity i przede wszystkim muzyka, której trudno pomylić z czymkolwiek innym. Throneum przez lata wypracowało własny język — brutalny,

Read More »

Wznowienie Motörhead

Motörhead to wiecznie żywy zespół i legenda Lemmyego ciągle rośnie. Spuścizna tego zespołu jest wielka i trudna do przecenienia. Ilość ważnych w ich dyskografii albumów

Read More »

Wywiad z UNBORN

Olsztyński Unborn w którymś momencie zaczął popadać w zapomnienie, jednocześnie tu i ówdzie spontanicznie gdzieś wypływając w jakimś zinie czy we wzmiance. Często dotyczyło to

Read More »

Wywiad z INCEST

  Już niebawem „Moriar” stuknie 30-lecie, materiał w końcu doczeka się wydania na CD i LP.  Uznałem te dwa fakty za wystarczający powód, by przepytać

Read More »