
Point of Entry to ósmy album studyjny Judas Priest, wydany 27 lutego 1981 roku nakładem Columbia Records. Po zaskakującym komercyjnym sukcesie British Steel zespół bez żadnych problemów mógł wybierać dowolne studio, by nagrywać kolejny krążek. W przypadku Point of Entry padło na Ibiza Studios w Hiszpanii, gdzie zespół zrealizował ten materiał. Tym razem nowe kompozycje brzmiały znacznie łagodniej, niż miało to miejsce w przypadku British Steel. W okresie, kiedy Point of Entry miał swoją premierę, wzbudził sporo kontrowersji, ponieważ ludzie spodziewali się bardziej drapieżnego albumu, niż miało to miejsce na odnoszącym komercyjne sukcesy poprzedniku i choć Point Of Entry ma bardziej komercyjny charakter, posiada sporo wspólnych cech z Brytyjską Stalą. Wystarczy posłuchać otwierającego całość płyty bardzo dynamicznego Heading Out to the Highway, Hot Rockin’ czy Desert Plains, by dostrzec pewne analogie.

Point Of Entry w USA osiągnął zaledwie 39. miejsce na listach przebojów, a w Wielkiej Brytanii 14., co nie jest dużo gorszym wynikiem niż British Steel, choć w tym przypadku ten materiał dużo szybciej osiągnął status platynowej płyty.
Myślę, że PRIEST próbował czegoś bardziej radiowego na omawianym albumie. Ten krążek miał wprowadzić zespół na amerykańskie areny. Myślę, że ten zabieg się udał, choć następny Screaming for Vengeance wyniósł ten zespół na zupełnie inny poziom, sprawiając, że JUDAS PRIEST trafił błyskawicznie na sam szczyt, stając się Bogami Metalu. Ci, którzy bluzgali JUDAS po wydaniu Point of Entry dostali niezłą chłostę rok po premierze, kiedy na rynku ukazał się Screaming for Vengeance. Ten album porozstawiał wszystkich niedowiarków po kątach, całkowicie odmieniając spostrzeganie PRIEST.

Aby, nieco przybliżyć Wam jak spostrzegali Point Of Entry autorzy, postanowiłem przytoczyć fragment wywiadu z Robem Halfordem udzielonego w roku 1981 w programie Inside With Paulo Baron:
„To bardzo nietypowy album, bo dla mnie >Turning Circles<, >You Say Yes< i >Don’t Go< – te trzy utwory wydają się trochę nierównoważne. Zawsze mówiłem, że Priest jest trochę jak inny świetny zespół, który kochamy – Queen. Queen nigdy nie zwalnia tempa. […] Słuchasz >News of the World<, to różni się od >A Kind of Magic<, >Queen II<, >Sheer Heart Attack< i myślę, że to był dla nas moment, w którym byliśmy. Po prostu świetnie się bawiliśmy w studiu i w tamtym momencie wierzyliśmy w te utwory i powiedziałbym, że nadal w nie wierzymy. […] Ale jeśli chodzi o sekwencję, o te momenty, w których wszystko po prostu idzie w jakimś kierunku, to właśnie tak to wygląda, taki album się okazał, ponieważ reprezentował nas w tamtym konkretnym momencie”.

K.K. Downing do dziś uważa Point of Entry za najgorszy w dorobku zespołu, mimo to wielu fanów z czasem pokochało ten album. Krążek ten, choć wydawał się bardziej komercyjnym dziełem, nie ukrywam, że mam do niego bardzo sentymentalne podejście. Był to pierwszy album tego zespołu, jaki było mi dane usłyszeć i było to dla mnie całkowicie nowe doznanie. Wcześniej znałem tylko jeden album KISS – Unymasked, który katowałem dzień i noc. Na szczęście koledzy na osiedlu zadbali o moją muzyczną edukację – za pożyczenie owego winyla KISS, chłopaki nagrali mi na szpuli dwa albumy: pierwszy to MOTÖRHEAD – Iron Fist, drugim albumem był omawiany właśnie JUDAS. Od tego czasu oszalałem na punkcie metalowej muzyki i choć KISS był dla mnie bardzo ważnym zespołem, przede wszystkim wizerunkowo, trudno zestawiać go z prawdziwym Heavy Metalem. Tak naprawdę KISS zaczął uprawiać ten gatunek dopiero od płyty Creatures Of The Night, wcześniej to był Horror Rock’N’Roll. Dla dzieciaka, który kochał komiksy Marvella, KISS był ucieleśnieniem tych super postaci, choć ich muzyka nie mogła się równać z NWOBHM, która w tamtym czasie zaczęła przenikać do muzycznego świata nowinek.
Przez długi czas uważałem MOTÖRHEAD za najszybszy zespołem na świecie. O!, jakże się myliłem! Niestety żyliśmy w świecie, który był dość mocno odizolowany od świata zachodu, musiało upłynąć trochę czasu, by zweryfikować moje domysły na temat MOTÖRHEAD. Dwa lata później wszystko przewróciło się do góry nogami, kiedy w polskim radiu usłyszałem Kill’em All METALLIKI, to był prawdziwy szok!

Zanim pojawił się na rynku Point of Entry, pilotowały go trzy single, do których powstały teledyski: Heading Out to the Highway, Don’t Go i Hot Rockin’. Wszystkie te utwory to prawdzie ponadczasowe klasyki, bardzo często trafiające do koncertowej setlisty zespołu.
Do Point of Entry do dziś wracam bardzo często. Uważam, że ten album ma w sobie niezwykły potencjał i choć jest dość miękki brzmieniowo, bardziej dedykowany do publiczności za oceanem, lubię jego ciepłe brzmienie. Było w tej muzyce coś, co strasznie mnie nakręcało. Kolejnym materiałem Judasza kupionym na pirackiej kasecie podczas mojej wyprawy na giełdę samochodową, był koncert Unleashed in the East. Ależ byłem podjarany tym materiałem, który został zarejestrowany zaledwie 3 lata przed Point of Entry. Ostre, niezwykle agresywne numery zszokowały mnie, jednocześnie wywołując u mnie chęć poznania ich dorobku. Niestety o płyty tego typu nie było łatwo, na szczęście było kilka komisów muzycznych, które za odpowiednią opłatą przegrywały płyty. Tak dotarłem do innych albumów, byłem zszokowany, szczególnie ich trzema pierwszymi krążkami. Brzmiały niezwykle bluesowo, nie miały mocy. Znałem część z tych numerów z koncertu Unleashed in the East, to był zupełnie inny wymiar muzycznej ekspresji. Musiało upłynąć sporo czasu, zanim doceniłem wartość Rocka Rolla, Sad Wings of Destiny czy Sin After Sin. Cóż, byłem nastolatkiem, który pragnął coraz bardziej metalowej ekstremy, a te albumy wydawały się brzmieć wtedy bardzo archaicznie.

Dzięki Polskiemu Radiu, które prezentowało często pełne dyskografie znanych kapel, poznałem wiele dobrej muzyki, w tym KROKUS, BLACK SABBATH, BUDGIE, WHITESNAKE, IRON MAIDEN, UFO, czy JUDAS PRIEST. I choć najbardziej darzę estymą dwa kolejne albumy JUDAS PRIEST, które ukazały się po Point of Entry: Screaming for Vengeance (1982) i Defenders of the Faith (1984), to jednak Point of Entry będzie dla mnie zawsze bardzo ważnym albumem.
W Japonii i USA Point of Entry ukazał się z inną szatą graficzną. Europejskie wydanie okładki zaprojektowane przez polskiego grafika Rosława Szaybo, który współpracował już wcześniej z zespołem przy okładkach takich dzieł jak Stained Class czy absolutnie fenomenalnym British Steel. Wersja Szaybo wydaje się dość futurystyczna i nie do końca trafia w moje gusta, mimo to jednak jest znacznie lepsza od propozycji okładkowej Johna Berga.
Słuchając tego albumu z perspektywy 44 lat, które upłynęły od momentu premiery tego materiału, wydaje się, że czasu obszedł się z Point of Entry bardzo łaskawie. Pamiętajmy, podczas tej sesji po raz pierwszy nie został on wcześniej przygotowany i ograny na próbach, jak to miało miejsce z poprzednimi albumami, tym razem zespół stworzył album spontanicznie w studiu. Może dlatego ten krążek ma coś z koncertowego feelingu? Do dziś słuchając takich numerów jak Heading Out to the Highway, Solar Angels, Hot Rockin’ czy Don’t Go dostaję gęsiej skórki. Point of Entry to ze wszech miar dzieło ponadczasowe, kocham ten album!
NecronosferatuS





