
Nie ukrywam, że od zawsze byłem wielkim fanem kanadyjskiej sceny, która, choć nie mogła konkurować ze sceną amerykańską pod względem ilości wykonawców, to jednak znacznie wyróżniała się na tle tego, co proponowały zespoły z reszty świata. Trudno powiedzieć skąd wzięła się u tych zespołów ta unikatowa odrębność stylistyczna, ale sam fakt, że zespoły kanadyjskie nie ulegały wpływom tego, co działo się na świecie, było niezwykłe. Można było to zaobserwować już pod koniec lat 60., kiedy powstał tu jeden z najważniejszych prog hardrockowych zespołów, mowa o pochodzącym z Toronto RUSH. Ekipa Geddy Lee od samego początku znacznie wyróżniała się na tle zespołów, które poruszały się tej stylistyce. Rok 1977 przyniósł powstanie innej grupy – HELL RAZOR, założonej z inicjatywy Johna Ricci. Co prawda rok później zespół przestał istnieć, ale po krótkim czasie Ricci postanowił reaktywować zespół i zwerbował basistę Allana Johnsona i perkusistę Dana Beehlera, członków speed metalowego zespołu JET BLACK. PIEKIELNA BRZYTWA po jakimś czasie przeistoczyła się w jedną z bardziej wpływowych speedmetalowych formacji w Kanadzie EXCITER. W roku 1982 zespół ofiarowuje światu swoje pierwsze czteroutworowe demo zatytułowane World War III. Materiał został zarejestrowany w Toronto. Premierowe utwory to raczej fuzja klasycznego hard & heavy z punk rockiem. Słychać to szczególnie w tytułowym utworze. Mimo nie sprecyzowanej jeszcze wtedy stylistyki EXCITER w 1982 roku zespół podpisał umowę z Mike’iem Varneyem ze Shrapnel Records umieszczając tytułowy numer z demo World War III na składance U.S. Metal Vol. II. W tym samym roku zespół zostaje poproszony przez wytwórnię do nagrania demo Heavy Metal Maniac. Pierwotnie materiał nie miał być albumem, został zarejestrowany przez Johna Belrose na ośmiościeżkowym sprzęcie, a efekt końcowy przerósł oczekiwania wytwórni, dlatego wydawca decyduje się na wydanie tego materiału jako debiutancki album zespołu.
Myślę, że w dużej mierze to dzięki EXCITER tamtejsza cena przebudziła się, by ukazać światu swoją niezwykłą siłę. W roku 1981 zostaje powołany do życia ANVIL, chwile po nim powstaje VOIVOD, dwa lata później zaznaczyły swoją obecność RAZOR. Kolejny tytan, który powstał w tamtym okresie to SACRIFICE, a w roku ‘84 powstaje w Toronto kolejna legenda, mowa o SLAUGHTER. Kanadyjska cena nabierała rozpędu, ukazując swój niezwykły potencjał i oryginalność. Coraz więcej zespołów z tego regionu świata podpisuje kontrakty z amerykańskimi i europejskimi wydawcami i choć muzyka tych kapel miała swój niepowtarzalny charakter, to nie miała szans w starciu z realiami, jeśli chodzi o promocję swojej twórczości: czy to trasy koncertowe, czy inne działania firm wydawniczych, które tamtejszą scenę traktowały bardzo po macoszemu. Wytwórnie, które podpisywały umowy z zespołami z tamtego regionu, niewiele robiły, by pomóc się tym zespołom przebić na rynek amerykański, roztrwaniając potencjał, który drzemał w ich muzyce. Ci, którym udało się podpisać kontrakty z europejskimi labelami, tak jak miało to miejsce w przypadku VOIVOD, miały szansę dotrzeć do szerszej rzeszy odbiorców. Mogli również liczyć na trasy po starym kontynencie. Niestety nie wszystkie zespoły miały to szczęście, ponadto speed metal, choć niezwykle popularny w owym czasie, był traktowany jako coś przejściowego, przygotowującego scenę na nowe rodzące się w tamtym czasie podgatunki ekstremalnego metalu.
Rok 1981 to również narodziny METALLIKI, która znacznie podniosła poprzeczkę, jeśli chodzi ekstremę w metalu.

W owym czasie powstaje cała masa zespołów, które podążyły tym samym tropem, znacznie podkręcając tempo, przy tym mocno depcząc po miętach Metallice. Powstały w tym samym roku SLAYER, zaczyna zdobywać spore uznanie w podziemiu, ponadto coraz częściej daje o sobie znać EXODUS, założony w roku 1979. Co prawda na początku grał, jak większość kapel w tamtym czasie metal inspirując się NWOBHM, ale chwilę po premierach „Kill Em All” i „Show No Mercy” zapragnął grać znacznie agresywniej. i choć ich wiekopomny debiut ukazał się dopiero dwa lata po premierach wyżej wymienionych albumów, to dość mocno odcisnął swoje piętno na tamtejszej scenie. „Bonded By Blood”, bo o nim mowa, pierwotnie miał ukazać się już w roku 1984, niestety wydawca wydał to z prawie rocznym poślizgiem, co nie było bez znaczenia podczas thrash metalowej ekspansji, rozpoczętej w roku 1983 przez Metallikę.
Thrash metalowe szaleństwo zataczało coraz szersze kręgi, wiele kapel z dnia na dzień znacznie przyśpieszyły, tworząc coraz bardziej drapieżne dźwięki.
W sierpniu 1982 w Ottawie, z której pochodzi, EXCITER miał być supportem dla BLACK SABBATH. Niestety z jakichś niewyjaśnionych przyczyn, ten koncert ostatecznie został odwołany, a sam EXCITER tracił szansę zaprezentowania swoich premierowych utworów przed szerszą publicznością. To zresztą nie jedyny pech, który dawał o sobie znać, jeśli chodzi o koncerty EXCITER, ale o tym za chwilę. Mimo to zespół był dostatecznie zdeterminowany, by pomimo przeciwności przeć naprzód.
Rozwój stylu EXCITER nie ulegał drastycznym transformacjom, będąc raczej naturalnym rozwojem, cały czas się krystalizującym. Oczywiście trudno nie zauważyć zmian w muzyce, jakich dokonał EXCITER w przeciągu zaledwie kilkunastu miesięcy dzielących Heavy Metal Maniac od wydanego kilka miesięcy później Violence & Force. Drugi album ukazał światu nową, bardziej drapieżną twarz i choć nowy styl gry EXCITER jeszcze całkowicie nie okrzepł, zdradzał spore możliwości i dopiero się rozkręcał.
Po wielkim thrashmetalowym bumie, rozpoczętym przez Metallikę, kanadyjska scena została nieco w tyle i choć powstało tu sporo naprawdę świetniej muzyki, nie miała ona szans w starciu z nowo powstałym muzycznym zjawiskowym thrash metalem. To istne szaleństwo rozpętało prawdziwą manię szybkości, przesuwając w znaczny sposób skalę ekstremy w muzyce, nagle spychając heavy metal na boczny tor. Było to naprawdę krzywdzące, tym bardziej że wiele powstających wtedy płyt było wybitnymi, mowa o takich dziełach jak np. „Forged in Fire” ANVIL, który ukazał się niestety o dwa lata za późno, by odnieść zasłużony sukces.
Co ciekawe z czasem większość tych albumów została wyniesiona na piedestały, ale w dniu swoich premier były traktowane jak mocno nie na czasie.

Shrapnel Records, który wydał debiut EXCITER, przede wszystkim specjalizował się w wydawaniu płyt wirtuozów gitary, choć oczywiście nie tylko. Może właśnie dlatego pod ich szyldem ukazały się takie perełki, jak GRIFFIN czy debiut EXCITER, który dzięki temu miał szansę zaistnieć. Spoglądając z perspektywy czasu, mam wrażenie, że Shrapnel Records nie był w stanie w należyty sposób wypromować tego typu muzyki.
John Zazula, szef Megaforce Records lubił muzykę EXCITER, dlatego starał się podpisać kontrakt z EXCITER. W rezultacie Megaforce wydaje wiekopomne dzieło Kanadyjczyków – Violence & Force. Wkrótce po tym fakcie EXCITER zagrał kilka koncertów w okolicach Nowego Jorku u boku ANTHRAX. Było to ciekawe doświadczenie, bo wszędzie headbangerzy witali EXCITER bardzo gorąco.
Violence & Force podbił serca ówczesnych maniaków, z czasem stając się bardzo ważnym dla gatunku albumem. Jego producentem był perkusista The Rods, Carl Canedy, całość została zarejestrowana w nowojorskim Pyramid Sound Studios w listopadzie 1983 roku. Warto również nadmienić, że właśnie w tym studio został zarejestrowany fenomenalny debiut ANTHRAX – „Fistful of Metal”; szkoda, że ten band nie kontynuował tego stylu, porzucając speedmetalową stylistykę i ich późniejsze dokonania nie mogły równać się z tym debiutem; zmiana stylu i frontmana to duży błąd moim zdaniem, choć nie mam problemu, by słuchać „Spreading the Disease”, to jednak zawsze będę uważał, że Neil Turbin był lepszym wokalistą od Joey’a Belladonny.
Wracając do Violence & Force EXCITERA, oto fragment wywiadu dla The Metal Crypt na temat sesji w Nowym Jorku:
«Dan: Wszystkie zespoły Johnny’ego Zazuli to robiły; chcieliśmy wtedy wyjechać z miasta. Scena nowojorska była o wiele lepsza niż w Ottawie; to było miejsce, w którym trzeba było być w tamtym czasie. „Fistful of Metal” został nagrany tam, a „Kill 'Em All” w Rochester, więc Nowy Jork był miejscem, w którym trzeba było być. Johnny Z. dał nam wybór między tymi dwoma.
Al: Kto do cholery chciałby nagrywać w Ottawie, a nie w Nowym Jorku?!? W dzisiejszych czasach każdy ma niesamowity sprzęt studyjny we własnej piwnicy, a nagrywanie jest tak zaawansowane. Wtedy pojechaliście tam, gdzie był najlepszy sprzęt, gdzie działo się dużo».
Zwykle sesjom nagraniowym towarzyszą różne szalone historie, aby przybliżyć się coś na ten ten temat, cytuję kolejny fragment powyższego wywiadu:
«Dan: Jedyna nieopowiedziana historia, jaka przychodzi mi do głowy, to ta, że pod koniec utworu „Pounding Metal” słychać dźwięk łańcuchów spadających na stal. Obok studia znajdował się warsztat samochodowy, więc Carl przyniósł starą maskę Volkswagena, nałożył na nią mikrofon i zrzuciliśmy na nią sterty stalowych łańcuchów, żeby uzyskać ten dźwięk.
Kolejną nieopowiedzianą rzeczą jest to, że Carl kazał mi użyć tomów ROTO zamiast moich zwykłych tomów i wyszło naprawdę dobrze. Poza tym utwór „Death Revenge” miał się znaleźć na tym albumie, ale uznaliśmy, że nie jest wystarczająco mocny, więc trafił na składankę „From the Megavault”.
Al: Przychodzi mi na myśl jedna konkretna rzecz, o której, jak sądzę, nikt wcześniej nie wspominał, a mianowicie dłonie na okładce „Violence & Force” należą do Dana, a na okładce „Heavy Metal Maniac” znajduje się również jego ramię. Zleciliśmy artyście narysowanie tatuaży na jego ramieniu».
Słuchając Violence & Force po latach, jestem w szoku, jak brzmi świeżo. To bez wątpienia jeden z najważniejszych albumów w historii Speed Metalu.
Aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat relacji Carla Canedy’ego z EXCITER oraz samej sesji nagraniowej Violence & Force przytoczę kolejny fragment powyższego wywiadu:
«Dan: Carl był fanem EXCITER, a my THE RODS, więc łatwo było się z nim umówić. Spędziliśmy jedne z najlepszych chwil w naszym życiu w Cortland i Ithace, nagrywając i imprezując. Był tam MANOWAR, był tam ANTHRAX, to był szalony czas w północnej części stanu Nowy Jork. Przez lata wielokrotnie wracaliśmy do rodzinnego miasta Carla i mamy dla niego ogromny szacunek. W 1985 roku Carl poprosił mnie o zaśpiewanie w jego projekcie THRASHER, co też zrobiłem, i współpraca z nim była niesamowita.
(…)
Dan: Właściwie wiele nas nauczył, ale ludzie zapominają, że byliśmy [zespół] razem od 1979 roku. Byliśmy w wielu studiach nagraniowych i nie byliśmy obcy konsolecie dźwiękowej. Nagraliśmy nasze pierwsze demo sami w studiach Nimbus 9 w Toronto z Johnem Belrose, który pracował z nami przy „Heavy Metal Maniac”. Byliśmy przy konsoli z Carlem praktycznie przez cały czas i doradzaliśmy mu tak samo, jak on nam».

Znalezienie się EXCITER w tej samej stajni co ANTHRAX, OVERKILL czy METALLICA, która w tamtym czasie wytyczała nowe standardy w ekstremalnym metalu, wydawało się, bardzo dobrym posunięciem zapewniającym EXCITER należytą uwagę.
W roku 1985 EXCITER promował Violence & Force, supportując MOTÖRHEAD i MERCYFUL FATE w Kanadzie i USA. Musicie przyznać, że wyglądało to imponująco, ale w końcu mowa o wiekopomnym dziele EXCITER Violence & Force.
A jak wspominają ową trasę chłopaki z EXCITER? (kolejny fragment wywiadu z The Metal Crypt):
«Dan: Trasa koncertowa, którą odbyliśmy po nagraniu Violence and Force, była niesamowita. Trasa u boku MOTÖRHEAD/ MERCYFUL FATE była świetnym czasem i zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, jak wielu fanów EXCITER jest w całych Stanach Zjednoczonych. MOTÖRHEAD wziął nas pod swoje skrzydła. Byliśmy młodymi chłopakami, którzy uczyli się podstaw, a oni robili tylko to, co robili: byli mentorami i pomagali nam w drodze. Zagraliśmy też koncerty w Kanadzie i Anglii z okazji tego albumu i powiedziałbym, że byliśmy u szczytu formy, jeśli chodzi o oryginalny EXCITER.
Al: To był niesamowity czas i czuliśmy, że trasa nigdy się nie skończy. Przejechaliśmy z jednego końca Stanów na drugi i z powrotem. W Ottawie była jesień, robiło się zimno, liście zmieniały kolor, a potem zjechaliśmy na dół i przejechaliśmy prosto do Kalifornii i bum, znowu było lato. Było super i mieliśmy mnóstwo wspaniałych chwil. Kiedy wróciliśmy do Nowego Jorku, dotarliśmy do Rochester i pewnej nocy wszyscy z trasy byli stłoczeni w barze, gdzie barman ustawiał kolejkę sznapsów miętowych, naprawdę długie kolejki shotów. Oczywiście wszyscy rzucili się do baru i chlali je bez przerwy. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jedyną znaną mi osobą w barze był Lemmy, więc zapytałem go, czy chce dzielić taksówkę z powrotem do hotelu. Najwyraźniej wyszedłem z taksówki, powlokłem się do autobusu i zemdlałem w śniegu; na szczęście ktoś wyszedł i mnie znalazł, zanim zamarzłem na śmierć. Następnego ranka obudził mnie nasz menedżer, ponieważ mieliśmy sesję autografów w House of Guitars. Poszedłem rano pod prysznic i myjąc włosy, jednocześnie zwymiotowałem. Myślałem, że umrę. Podczas podpisywania płyt miałem na sobie okulary przeciwsłoneczne. Ktoś w pewnym momencie przyniósł nam torby burgerów White Castle i myślę, że to uratowało mi sytuację».
A jak wspomina to John Ricci w wywiadzie dla OMMM:
«OMMM: Wasz drugi album „Violence & Force” został wydany przez Megaforce w USA, a w Europie przez Music for Nations. Jak to się stało, że podpisaliście kontrakt płytowy z Jonem Zazulą? Z perspektywy czasu, czy byliście w pełni zadowoleni z ich promocji?
– Po sukcesie naszego pierwszego albumu „Heavy Metal Maniac”, Johnny ciągle do nas dzwonił, żebyśmy podpisali kontrakt, bo myślał, że tworzy coś nowego, co zmieni definicję metalu. Po długich rozmowach z nim zdecydowaliśmy się podpisać kontrakt z Megaforce i zorganizować wydanie „Violence & Force” w Wielkiej Brytanii. Byliśmy zadowoleni z promocji, bo wtedy było o nas głośno».
Wydawało się, że ten album dostatecznie umocnił pozycję, zespołu na rynku muzycznym by nie musiał on borykać się z problemami, mimo to Megaforce decyduje się ostatecznie odsprzedać kontrakt zespołu wytwórni Music For Nations, jak się potem okazało, EXCITER skonfliktował się z wydawcą, dlatego planowana trasa koncertowa po Europie z METALLIKĄ została odwołana. Trafienie do europejskiej wytwórni wydaje się raczej dobrym posunięciem dla zespołu z Kanady. Dzięki zmianie szyldu wydawcy na Music For Nations teoretycznie tworzyło to nowe możliwości dla EXCITER, choć jak się potem okazało, wydawca nie dołożył większych starań, by wesprzeć w należyty sposób ten niezwykły zespół.
Zespół rusza w trasę po Europie u boku ACCEPT. Ta trasa wydaje się być przełomową dla zespołu. Podczas niej EXCITER zagrał kilka premierowych numerów, które miały trafić na trzeci album Long Live The Loud, żeby sprawdzić reakcję ludzi na ten nowy materiał.
Kilka słów na ten temat od Dana (ponownie materiał z The Metal Crypt):
«Dan: Ciągle pisaliśmy między trasami, więc mieliśmy trochę materiału Long Live The Loud napisanego podczas trasy MOTÖRHEAD/ MERCYFUL FATE i tak, zawsze dorzucaliśmy piosenkę lub dwie, żeby przetestować go na fanach. Pamiętam, jak grałem Sudden Impact i było świetnie!».
Wkrótce EXCITER podpisuje kontrakt z kanadyjską wytwórnią Banzai Records z Montrealu i ponownie rusza w trasę po starym kontynencie u boku, tym razem u boku MOTÖRHEAD i MANOWAR. Long Live The Loud ukazuje się również w USA, nakładem Combat Records. Warto również nadmienić, że producentem trzeciego albumu EXCITER był sam Guy Bidmead, który zasłynął m.in. ze współpracy z MOTÖRHEAD.
Z wywiadu dla naszego magazynu:
«OMMM: Wielu krytyków muzycznych uważa, że wasze trzy pierwsze albumy: Heavy Metal Maniac, Violence & Force i Long Live the Loud są jednymi z najważniejszych w historii muzyki metalowej. Na czym polega fenomen bycia na czasie, pomimo upływu lat w muzyce?
John Ricci: Zasadniczo, wtedy muzyka brzmiała świeżo i inspirująco dla fanów i młodszych zespołów, co dziś już nie ma miejsca. To było nowe spojrzenie na granie metalu. Myślę, że wiele zespołów poszło w naszym kierunku. Zaczęliśmy coś, co nie było zamierzone – naprawdę nie wierzyliśmy, że gramy coś wyjątkowego. Po prostu staraliśmy się pisać dobry heavy metal, przy którym można się headbangingować!!!
OMMM: Producentem Long Live The Loud był jedyny w swoim rodzaju Guy Bidmead, znany z produkcji m.in. albumów MOTÖRHEAD. Jak wspominasz współpracę z nim?
– Guy był fantastyczny. To Music For Nations zatrudniło go do współpracy z nami i bardzo się z tego cieszyliśmy, ponieważ jesteśmy wielkimi fanami Motörhead, więc praca z Guyem była spełnieniem marzeń. Był bardzo cierpliwy i pracował z nami, aby uzyskać jak najlepsze brzmienie. Po naszych codziennych sesjach w studiu zazwyczaj szliśmy na piwo i dobry posiłek do pobliskiego pubu! To były bardzo miłe wspomnienia!
OMMM: Premiera „Long Live The Loud” zbiegła się z Waszą pierwszą europejską trasą koncertową z ACCEPT, a w USA: z MEGADETH i MOTÖRHEAD. Jak wspominacie powrót na Stary Kontynent?
John: Po nagraniu dostaliśmy telefon z Music For Nations z informacją, że zorganizowali trasę koncertową po 10 miastach Europy z ACCEPT. Trasa była niesamowita, mieliśmy wiele wywiadów za kulisami i chyba pojawiłem się na okładce francuskiego magazynu metalowego (zdjęcie z paryskiego koncertu). Trasa MEGADETH i MOTÖRHEAD to była impreza, impreza, impreza. Nigdy nie piłem tyle i nie miałem tylu kobiet! Ale cóż, takie były lata 80.! Ha-ha!»

W 1985 roku John Ricci i Dan Beehler nie mogli się już dogadać. W rezultacie John opuścił zespół, a jego miejsce zajął Brian McPhee. Brian i EXCITER nagrali Unveiling the Wicked w 1986 roku i wyruszyli w trasę koncertową z MEGADETH w 1986 roku. Pod koniec 1985 roku zespół wydał kolejny album MLP: Feel the Knife, którego tytułowy utwór został nagrany podczas sesji do Long Live The Loud.
Z naszego wywiadu:
«OMMM: Na stronie B „Feel The Knife” znalazły się dwa utwory koncertowe: Violence and Force i Pounding Metal. Nie myśleliście o wydaniu pełnowymiarowego albumu koncertowego? Wydawało się, że jesteście u szczytu formy i mieliście na koncie kilka zabójczych albumów, które mogłyby zapewnić niszczycielski występ na żywo?
John: Zawsze mieliśmy ograniczone środki. Sfinansowanie i przekonanie naszej wytwórni płytowej do wydania płyty koncertowej było bardzo ryzykownym przedsięwzięciem. Żadna wytwórnia płytowa, z którą współpracowaliśmy, z wyjątkiem Shrapnel Records, nigdy nie przyniosła firmie zysku. Na przykład, jeśli twoja poprzednia płyta wciąż jest zaległa, wytwórnia z pewnością nie sfinansuje kolejnej (koncertowej lub studyjnej).
OMMM: W 1985 roku wydaliście trzyczęściowy maxi-LP: „Feel The Knife”, a po nagraniu, pomimo spektakularnego sukcesu EXCITER, postanowiliście odejść z zespołu. Co się stało?
John: W sierpniu 1985 roku, po trasie koncertowej po USA z MEGADETH, postanowiłem odejść z zespołu, ponieważ nie dogadywałem się z resztą i byłem bardzo zestresowany. Powiedziałem więc „do diabła z tym”. Nie porzuciłem muzyki, po prostu odszedłem z EXCITER na 5 lat.
OMMM: W 1986 roku wydaliście swój czwarty album długogrający: „Unveiling the Wicked”, na którym zastąpił Cię Brain McPhee. EXCITER dzielił wtedy scenę w Europie z MOTÖRHEAD i MANOWAR. Chyba Lemmy’emu spodobała się wasza muzyka, bo dwa razy z rzędu graliście z nim europejskie trasy?
John: Poznaliśmy Lemmy’ego i ekipę, kiedy byliśmy w Wielkiej Brytanii, nagrywając „Long Live The Loud”. Po nagraniu, przed trasą z ACCEPT, zarezerwowaliśmy salę prób w Londynie o nazwie Nomis Rehearsal Studio, gdzie w tym czasie ćwiczyli również MOTÖRHEAD. Często siadaliśmy na ich próbach, piliśmy piwo i imprezowaliśmy. Dobrze dogadywaliśmy się też z ich menedżerem i tak dwa razy pojechaliśmy z nimi w trasę.
OMMM: Przepraszam, ale wciąż nie daje mi spokoju fakt, że Dan Beehler, który przez długi czas z powodzeniem grał jako wokalista i perkusista, przez te wszystkie lata tworząc charakterystyczny i znany styl EXCITER, mimo to w 1997 roku opuścił zespół. Jakie były faktyczne czynniki, które skłoniły go do tej decyzji? Zgadzasz się ze mną, że po nagraniu kilku świetnych i niesamowitych albumów, zmiana wokalisty to bardzo ryzykowne rozwiązanie? Zwłaszcza z tak charakterystycznym głosem, jak Dan Beehlers?
John: Nie miałem wyboru, to było bardzo ryzykowne. Nikt nie będzie brzmiał jak Dan Beehler, ale co miałem zrobić, przestać grać? Nie sądzę! Jestem w tym na dłuższą metę! Miałem wielkie szczęście, że trafiłem na Jacques’a Belangera, a teraz na Kenny’ego Wintera. Myślę, że obaj są dobrymi wokalistami, którzy uchwycili ten ekscytujący klimat!
OMMM: Przy Waszym kolejnym albumie („O.T.T”) z 1988 roku zaszły ogromne zmiany personalne: Dana zastąpił Rob Malnati, a Wy zmieniliście wytwórnię na Maze Music. Czy współpraca z Megaforce Records nie była dla Was wystarczająco satysfakcjonująca, więc zmieniliście wytwórnię?
John: Myślę, że popularność zespołu w tamtym czasie spadła. Myślę, że „Unveiling The Wicked” nie odniosło sukcesu, a kontrakt płytowy z Megaforce został rozwiązany (nie jestem pewien, czy nie byłem wtedy w zespole, jak wiesz). Potem zespół przeniósł się do małej kanadyjskiej wytwórni, która ostatecznie upadła, a album „O.T.T” nie doczekał się kontynuacji».
Violence & Force, który uważam osobiście za opus magnum EXCITER, ten album wręcz kipi energią, jest tu potężny potencjał energetyczny, a przy tym sporo zapadających w pamięć melodii. To ze wszech miar bardzo różnorodny i wyróżniający się na tle krążków z tego okresu debiutancki materiał, ukazujący ogromne możliwości zespołu, który wydaje się wreszcie skrystalizował swój styl. EXCITER był świadomy drogi, którą obrał, wierzył, że grając speed metal, jest w stanie również zainteresować coraz bardziej wymagającą publiczność, która oszalała na punkcie szybkości.
Myślę, że dużym problemem EXCITER był brak właściwego wsparcia wytwórni, przez co zespół wytracił impet, który towarzyszył mi na początku swojej kariery, EXCITER miał wszystkie asy w rękawie i mógł stać się zespołem na miarę METALLIKI, niestety do tego potrzebna jest stabilność, a nie skakanie z wytwórni do wytwórni i brak należytego wsparcia. Frustracja tym spowodowana zaczęła przekładać się na relacje wewnątrz zespołu, co ostatecznie przyniosło rozłam. Rok 1988 przynosi pierwsze uśpienie zespołu na prawie 4 lata.
Violence & Force będzie dla mnie zawsze bardzo ważnym dziełem, a takie utwory jak: Pounding Metal, tytułowy Violence & Force, Delivering to the Master, Saxons of the Fire czy zamykający całość albumu War Is Hell to prawdziwe speedmetalowe hymny. Zresztą ten album nie ma słabych momentów, każdy z tych numerów to ponadczasowe klasyki gatunku. Dlatego mimo upływu czasu, ten album cały czas zachował swoją świeżość, która poraża swoją potęgą, stając się speedmetalową biblią dla wielu przyszłych pokoleń maniaków grających speed metal!!!!!!!!!!!!!!!
NecronosferatuS





