Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

Wywiad z ABUSER

Termin muzyczna ekstrema zazwyczaj odnosi się do death, black i grindu. A jednocześnie co parę lat zdarza się jakaś kapela thrashowa, która idealnie pasuje do tego określenia. Co popycha thrasherów w stronę tak skrajnej intensywności? 

 

Myślę, że z jednej strony jest to chęć nie bycia kapelą death metalową – ten gatunek trochę narzuca pewne standardy stylistyki. Z drugiej strony jest próba uniknięcia bycia kolejną neothrashową kapelą, ja chociażby Municipal Waste śpiewające o imprezowaniu i pizzy. Przekłada się to na chęć zaprezentowania tej muzycznej przemocy w swój własny sposób. 

 

Czyli po prostu próba nie bycia po żadnej ze stron? 

 

Dokładnie. Takie maczanie stóp w obu basenach naraz. 

 

Jednocześnie masz w CV kapelę death metalową (Pandemic Outbreak) i thrashową (Raging Death) – to gdzie ty sam siebie widzisz? 

 

Pomiędzy. Chcę ciężaru death metalu i thrashowej agresji. Z jakiegoś powodu cały czas mnie ciągnie ta wściekłość z thrashu. Death metal ma inny rodzaj brutalności, ale thrash, zwłaszcza spod znaku Demolition Hammer, Viking czy Devastation jest bardziej bezczelny.  

 

Przejdźmy już do Abuser. Patrząc na waszą dyskografię zakładam, że każdy kto sprawdziłby co się u was dzieje 2-3 lata założyłby, że zespół nagrał demo i się rozpadł. A wy zebraliście skład do kupy i 7 lat później nagraliście “Blood Marks”. Co sprawiło, że zdecydowaliście się pociągnąć to dalej? 

 

Abuser to dziecko Pawła. Tej projekt urodził się jako wentyl pewnego rodzaju zemsty na jednej z wrocławskich ekip. Chciał zrobić coś, także będzie grać thrash, ale znacznie lepsze. Zebra się skład, nagraliśmy demo, pojawiły się koncerty. I myślę, że gdyby w którymś momencie nie odszedł od nas Patryk, to nigdy nie byłoby przerwy w karierze. Co więcej, timing jego rozstania z zespołem był dość niefortunny – połowa 2019 roku. Próbowaliśmy znaleźć innego perkusistę, ale wraz z nadejściem pandemii wszystko zamarło. Ja po roku muzycznej przerwy dołączyłem do Pandemic Outbreak, a Paweł do Hexenaltar. Mieliśmy co robić, ale Abuser dalej był gdzieś z tyłu głowy. Pewnego razu graliśmy z Pandemikami w Łodzi, na koncercie, który organizował Wiktor Świca i on okazał się ważnym dla nas impulsem. Zapytał mnie, co z Abuser i słysząc o braku garowego zaproponował swoją osobę. Zagraliśmy próbę, było tam dużo chęci i energii. I o ile kondycyjnie nie do końca wyrabiał z naszymi tempami, o tyle jestem mu bardzo wdzięczny za impuls. Z resztą, pierwszy koncert po przerwie zagraliśmy również w Łodzi u Wiktora na imprezie. 

Wspominałeś o chęci bycia poza scenami, oraz o tym, że Abuser miał być kontrą do innego zespołu. Na ile to wszystko przekłada się na proces pisania numerów? Podążacie planem, że ten zespół ma grać tak i tak, czy robicie swoje a efekt wychodzi naturalnie? 

 

Ta motywacja to już przeszłość, teraz została tylko chęć grania ekstremalnego thrashu. Jeśli chodzi o pisanie to wychodzi wszystko całkowicie naturalnie, ale bywają momenty, kiedy musimy czasem uniknąć odbicia w death metal. A te odrzuty death metalowe zbieramy już na kolejny projekt 

Pandemic Outbreak gra ostatnimi czasy znacznie mniej. Czy to oznacza, że w Twojej głowie zapaliła się lampka z napisem “czas na Abuser”?  Czy któryś z tych projektów traktujesz jako swój główny zespół? 

 

Kierując się sercem powiem, że oba są równorzędne i angażują mnie tak samo emocjonalnie. Ale Abuser znacznie bardziej angażuje mnie organizacyjnie. Pandemic Outbreak jest muzycznie zarządzany przez Mateusza, organizacyjnie przez Mateusza i przeze mnie  W Abuser wszystkie riffy pisze Paweł, ale całość sfery nie muzycznej to moja odpowiedzialność. Byłem bardzo zaangażowany w ten projekt w czasie około premiery płyty. Ale nie nazwę żadnego zespołu ważniejszym, w oba wkładam tyle samo serca. 

 

A propo wydania. Xtreem Music to dobry kierunek. Jak doszło do tej kooperacji? Dlaczego zdecydowaliście się zacząć od wydania za granicą, a nie w kraju? 

 

Chciałem być innym i pokazać, że wytwórnia z zachodu może być zainteresowana zespołem z Polski. Działalność chociażby Godz Ov War czy Putrid Cult są świetne, ale chciałem trochę udowodnić sobie, że mogę mieć płytę w zachodniej wytwórni z dobrą dystrybucją. A jak wyszło z Xtreem? Tu nie ma ciekawej historii – po prostu wysłałem im maila. Miałem przygotowany plik z listą wytwórni – napisałem i się udało! Sprawdzałem też ich katalog i mówiąc delikatnie – nie ma wstydu. Dave Rotten to nie jest przypadkowy człowiek, tylko pasjonat, który od lat wie co robi. 

Już dawno minął boom na thrash.  Wciąż pojawiają się perełki, ale ta scena nie jest tak duża i zintegrowana jak przed dekadą. Jak potoczyłaby się kariera Abuser, gdyby Blood Marks wyszło na przykład 15 lat temu? 

 

Wszystko zależałoby od nas. 10 lat temu wychodziły świetne albumy z innym thrashem niż śpiewanie o pizzy i śmieszki, chociażby chilijski Reaper był fenomenalny. Tak samo Deathraiser z Brazylii. Ale obecnie jakość płyty nie jest aż tak ważna dla odniesienia sukcesu – kluczowa jest promocja, ilość koncertów i poświęcenie czasu, aby płyta dotarła do jak największej liczby osób. Nasza płyta mogłaby odnieść taki sam sukces lub jego brak jak obecnie. Dopiero zaczynamy promocję, zobaczymy gdzie nas to zaniesie. 

 

Jakie płyty ostatnio zaskoczyły cię pozytywnie? 

 

Pozytywnie na pewno ostatni album Inhuman Condition – album death metalowy, ale z klimatem heavy. Było to coś zupełnie innego. Z innych rzeczy  Bardzo spodobało mi się Moonlight Sorcery z Finlandii – klimatyczny i melodyjny black metal, ale melodyjny w takim sensie, że solówki brzmią jak Malmsteen. Świetny klimat.  

 

Jesteś oddanym kibicem Liverpoolu – co w tym sezonie poszło nie tak? 

 

To najtrudniejsze pytanie wywiadu <śmiech>. Było dużo mówione o śmierci Diogo Joty, ale myślę, że winę za wszystko i tak ponosi łysy bajerant. W pierwszym sezonie Arne Slot grał na tym, co zbudował Jurgen Klopp, ale drugi sezon obnażył jego braki taktyczne. Inni trenerzy często zaznaczali jak łatwo było go pokonać taktycznie. 

Co dalej z Abuser? Zebraliście skład, wydaliście płytę, pograliście koncerty. Czy wam to wystarcza i wpadacie w prozę życia, czy planujecie już kolejne działania? 

 

To bardziej proza życia wybrała nas – Paweł wkrótce zostanie po raz drugi ojcem, więc będzie musiał zrobić mała przerwę. Planujemy wrócić z gigami na zimę. Myślimy już o nowej płycie, czujemy wiatr w żaglach. Jestem zadowolony z “Blood Marks” i jej przyjęcia, więc chcemy iść za ciosem. Jednocześnie wiem, że aby dotrzeć do największej liczby osób muszę skupić się na social mediach i promocji, co mnie irytuje. Wolałbym skupić się na graniu, a muszę planować i pisać posty. Pociesza mnie tylko to, że widzę skuteczność tych ruchów. Chciałbym, żeby “Blood Marks” było naszym A, po którym nasze B powiemy szybciej, niż później 

 

Ostatnie słowo idzie do Ciebie – co byś chciał powiedzieć czytelnikom? 

 

Chodźcie na koncerty, kupujcie płyty i merch. Bądźcie zaangażowani w scenę. Metal to ludzie, ludzie to metal – te elementy nie mogą istnieć bez siebie nawzajem. 

Wywiad z ABUSER

Termin muzyczna ekstrema zazwyczaj odnosi się do death, black i grindu. A jednocześnie co parę lat zdarza się jakaś kapela thrashowa, która idealnie pasuje do

Read More »

Wywiad z CENTINEX

Trzydzieści pięć lat działalności, dwie uznane marki szwedzkiego death metalu i ani grama ochoty na odcinanie kuponów. Martin Schulman od dawna udowadnia, że Centinex nie jest pomnikiem dawnych sukcesów, lecz zespołem, który

Read More »