
Przez blisko cztery dekady Assassin pozostaje jednym z najbardziej bezkompromisowych zespołów niemieckiej sceny thrashmetalowej. Choć grupa nigdy nie osiągnęła komercyjnego sukcesu na miarę niektórych swoich rówieśników, albumy takie jak The Upcoming Terror zapewniły jej miejsce wśród podziemnych klasyków gatunku. Z okazji zbliżającego się 40-lecia działalności oraz rozpoczęcia prac nad nowym materiałem porozmawialiśmy z Joachimem Kremerem o dziedzictwie Assassin, roli agresji w thrash metalu, zmianach składu, ewolucji brzmienia i o tym, co przyszłość szykuje dla jednego z najdłużej działających niemieckich zespołów thrashmetalowych.
- Thrashmetalowascena lat 80. była zbudowana na gniewie wobec polityki, wojen i problemów społecznych. Czy uważasz, że metal wciąż ma dziś taką samą siłę oddziaływania i kwestionowania rzeczywistości?
To od metalu i całej metalowej sceny zależy, w jakim kierunku pójdą i czy będą chcieli nasycać swoją muzykę politycznym przekazem. Powodów i problemów na świecie z pewnością nie brakuje. Moim zdaniem możliwości metalu, by realnie coś zmienić lub wpłynąć na rozwój wydarzeń politycznych, są bardzo ograniczone. Zresztą w latach 80. również były bardzo ograniczone.
- Co po tylu latach wciąż daje ci motywację, by wychodzić na scenę i grać tak agresywną muzykę?
Przede wszystkim jestem muzykiem i artystą. Dla mnie scena jest tym, czym płótno albo rama dla malarza. Agresja jest po prostu emocją — ani dobrą, ani złą. Negatywne mogą być dopiero jej skutki, jeśli prowadzi do złości, furii czy przemocy. Agresywna muzyka, taka jak thrash metal, przekuwa tę agresję w twórczość, a podczas koncertów staje się ona częścią wspólnego doświadczenia, dzięki któremu wszyscy mogą cieszyć się muzyką i dobrze się bawić. W moim odczuciu to coś bardzo pozytywnego.
- Niemieckithrashod zawsze kojarzył się bardziej z szybkością i agresją niż z techniczną perfekcją. Czy uważasz, że współczesny metal zbyt mocno skupia się na bezbłędnym wykonaniu kosztem charakteru i osobowości?
Znam tego rodzaju argumenty i pytania. Prędzej czy później wszystko sprowadza się do pytania: „czy ta muzyka jest jeszcze prawdziwa, czy już nie?”. Przez lata zespoły takie jak Kreator, Sodom czy również Assassin po prostu nauczyły się lepiej grać na swoich instrumentach, co naturalnie doprowadziło do większej technicznej precyzji. To całkowicie normalna kolej rzeczy. Tym, co zawsze ceniłem w thrash metalu, było jednak to, że muzycy dają z siebie absolutnie wszystko, żeby stworzyć dobrą muzykę. Dopóki zespół thrashmetalowy jest czymś więcej niż tylko sumą swoich członków, nie mam z tym żadnego problemu.

- Assassin przetrwał zmiany składu, przemiany w branży muzycznej i zmieniające się trendy. Jaka jest ta jedna zasada, której przez całą historię zespołu nigdy nie byliście skłonni poświęcić?
Jeśli na okładce widnieje napis „Assassin”, to musi być Assassin. Dla przykładu: Coca-Cola jest czerwona i biała, a Assassin jest żółty i ma czołg. Poza tym po prostu staramy się tworzyć dobrą muzykę. 🙂
- TheUpcoming Terror jest dziś uznawany za klasykę niemieckiego thrash metalu. Gdy słuchasz tego albumu po latach, które elementy wciąż najlepiej oddają istotę Assassin? I co zmieniłbyś, gdybyś nagrywał go dzisiaj?
Moim zdaniem kompozycje na The Upcoming Terror nadal są znakomite. Powiedziałbym natomiast, że od strony wykonawczej album jest dość surowy. Gdybym nagrywał go dzisiaj, z pewnością zagrałbym wszystko z większą precyzją. Ale nie zamierzamy go nagrywać ponownie. Trzeba pamiętać o jednej rzeczy: jeśli coś jest dobre, nie wymaga wyjaśnień, a jeśli jest złe, żadne wyjaśnienia nie pomogą. 🙂
- InterstellarExperience pokazał bardziej techniczne i eksperymentalne oblicze zespołu. Czy mieliście wtedy poczucie, że odchodzicie od tradycyjnego rozumienia thrash metalu?
Nigdy zbyt mocno nie zastanawialiśmy się nad oczekiwaniami z zewnątrz. W tamtym czasie po prostu tworzyliśmy muzykę, którą czuliśmy i którą chcieliśmy wyrazić. Nie bez znaczenia było również to, że Scholli odszedł z zespołu, a jego miejsce zajął Michael Hoffmann, co wyraźnie wpłynęło na proces pisania utworów.

- Myślę, że odejścieRobertaGonelli było dla wielu fanów sporym zaskoczeniem, zwłaszcza że Ingo Bajonczak jest zupełnie innym wokalistą. Czy trudno było mu odnaleźć się w zespole?
Dla zespołu utrata Roberta była trudnym momentem. Chcieliśmy jednak iść dalej i dlatego wybraliśmy Ingo na nowego wokalistę. Moim zdaniem pod względem technicznym i kreatywnym jest nawet lepszym śpiewakiem. Dzięki temu dołączenie do zespołu nie było dla niego szczególnie trudne. Zresztą udowodnił na albumie Combat Cathedral, że potrafi wykonać naprawdę świetną robotę.
- Wasze wczesnedemówkizyskały wręcz legendarny status wśród uczestników tape tradingu. Czy uważasz, że ograniczenia tamtych czasów — tani sprzęt, wymiana kaset i brak internetu — paradoksalnie pomogły stworzyć silniejszą scenę?
Nie sądzę. Jeśli chcesz odnieść sukces ze swoim zespołem i muzyką, zawsze musisz przebić się przez ogromną konkurencję. Scena metalowa była wtedy ograniczona, ale jednocześnie bardzo wspierająca. To jednak nie wystarczało, by zdziałać cuda. Ostatecznie do osiągnięcia większego sukcesu potrzebna była wytwórnia płytowa.
- Wiele klasycznych zespołówthrashmetalowychpróbuje dziś znaleźć równowagę między nostalgią a tworzeniem nowej muzyki. Jak wy unikacie stania się jedynie hołdem dla własnej przeszłości?
To akurat proste. Staramy się pisać nowe utwory, które pozostają wierne stylowi i historii Assassin, a jednocześnie odzwierciedlają to, czym zespół jest w danym momencie — zarówno podczas tworzenia materiału, jak i w chwili jego wydania.

- Czy są w kataloguAssassinutwory, które twoim zdaniem nigdy nie zostały docenione tak, jak na to zasługiwały? Które?
To mogłaby być lista moich sekretnych ulubieńców. 🙂 Bardzo lubię Frozen Before Impact, choć niestety nigdy nie graliśmy go na żywo. Podobnie jest z The Killing Light.
- Minęło już sześć lat od waszego ostatniego albumu. Kiedy możemy spodziewać się nowego materiału?
W przyszłym roku ruszamy w trasę z okazji 40-lecia zespołu i zagramy sporo klasyków z The Upcoming Terror. Równocześnie zaczynamy pracę nad nowym materiałem i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, chcielibyśmy wydać nowy album pod koniec przyszłego roku.
- Ostatnie słowo należy do ciebie. Co chciałbyś przekazać polskim czytelnikom?
Graliśmy trasę po Polsce w 2025 roku i było fantastycznie! Pozostańcie tacy, jacy jesteście, bo kochamy wasz kraj i was, jego mieszkańców. Stay heavy i do zobaczenia wkrótce!
Wojciech Michalak


