Na to wznowienie ostrzyłem zęby już od dłuższego czasu.
O Terminatorze słyszałem dużo dobrego. Jedno spojrzenie na okładkę przywoływało skojarzenia z Niemieckim Poison, a poszczególne głosy pochwały wymieniały chłopaków pośród kapel takich jak Slaughter czy Leviathan (te polskie oczywiście). Co mnie w takim razie powstrzymało?
Nie wiem, może nieskończona góra innych perełek do sprawdzenia?
A może po prostu brak wydania na CD?
W obliczu tego krążka to już w sumie nie ważne, skoro pojawi się w końcu na kompakcie. Dobra, dość tego pierdolenia, warto było czekać! Ten stuff totalnie mnie zabił! Takich krążków mogę słuchać praktycznie bez przerwy
I to dosłownie kompulsywnie klikać play. Po prostu kocham ten ekstremalny thrash przełomu dekad.
Słychać, że już w 90 roku chłopaki wiedzieli co się w podziemiu święci.
Bez trudu usłyszycie tu inspiracje Sarcofago, Poison, Sodom, Death czy nawet wczesnym Grave. Czysty kult! Myślę, że to właśnie ci pierwsi byli dla chłopaków największą inspiracją.
Krążek brzmi jakby został nagrany w jakiejś zapyziałej piwnicy w Belo Horizonte czy Sao Paulo.
To bestialstwo zostało tu połączone z gęstszym, bardziej mięsistym podejściem do riffowania w stylu Death czy Massacre i siermiężnością Sodom. Powyższy koktajl Bez żadnego kompromisu serwuje cios za ciosem, aż z ryja nie zostanie nic, czego nie dałoby pomylić z rozjechanym truchłem. Każdy pasaż, riff czy solo buzuje energią starej szkoły i pędzi na złamanie karku. Nawet sporadyczne zwolnienia plują jadem i emanują kultem.
Czuć, że chłopaki mieli ogromną frajdę z grania. Bez dwóch zdań mamy tu do czynienia z dziełem od maniaków dla maniaków. Sekcja również czerpie spore inspiracje z Brazylijczyków. Gary to praktycznie kalka Sarcofago.
(To oczywiście komplement). Bass z kolei idzie w zdecydowanie bardziej Death metalowym kierunku. Motywy, które snuje są pełne diabła, zła i potęgi. Czuć tu podobny klimat do wspomnianego wcześniej Grave lub wczesnego Bolt Thrower. Wokalnie też się oczywiście nie zawiedziecie.
Nieludzkie, paskudne wrzaski doskonale pasują do tegoż staroszkolnego jazgotu.
Tu skojarzenia idą raczej znowu w stronę thrashowego brutalizowania na modłę niemiecką i Brazylijską. Myślę, że o samym brzmieniu raczej się nie muszę wypowiadać. To demówka, więc jest na wskroś obskurne i piwniczne.
To taka surowizna, której mi w dzisiejszym thrashowaniu mocno brakuje.
Mroczna, nieco przydymiona, docierająca jakby z otchłani. Przy czym wszystko jest (o dziwo) słyszalne i nieprzesadzone. Moim zdaniem złoty środek został bez problemu osiągnięty. Dla maniaków Teutońskiej rzeźni i wyziewów z Brazyli lat 80 to pozycja obowiązkowa. Brać!
Łukasz Łoziński





