Przejdź do głównej treści

OLDSCHOOL METAL MANIAC

HAZAEL

 
 
to legenda polskiej sceny death metalowej, nie ma co do tego wątpliwości.
Płyta „Thor” jest natomiast w pewnych kręgach otoczona zasłużonym kultem. Jest to całkowicie zasłużony status!
Ja osobiście uwielbiam ten album! Jak dowiedziałem się, że jest okazja porozmawiania z Tomaszem Dobrzenieckim o historii zespołu i tej wyjątkowej płycie nawet chwilę się nie zastanawiałem. Poniżej zapis naszej rozmowy, a ku mojemu zadowoleniu, Tomek okazał się znakomitym rozmówcą i bardzo obszernie odpowiadał na moje pytania nie szczędząc ciekawostek.
 
 
 
 
Także zapraszam do wycieczki w czasy demówek Hazael i płyty „Thor”!
 
1. Cześć, Tomku! Niemierne się cieszę, że mogę Cię trochę pomęczyć względem Hazael i historii grupy, a zwłaszcza płyty „Thor”. Zanim przejdziemy do konkretów, to powiedz co słychać u Ciebie, co porabiasz muzycznie w chwili obecnej, udzielasz się w jakichś zespołach?
 
Cześć. Powoli wracam do żywych a że granie metalu to moje życie, coś się musi wydarzyć i niech pozostanie to na razie niespodzianką.
 
2. Hazael reaktywował się na chwilę w 2014 roku, jak dobrze pamiętam, ale w 2015 temat rozszedł się po kościach. Coś się stało, że nie kontynuowaliście? Rozumiem, że powrotu zespołu na scenę już nie przewidujesz?
 
 
 W 2014 roku zdiagnozowano u mnie początek poważnej choroby, do tego doszły nie oczekiwane problemy rodzinne, dopiero teraz powoli wychodzę z tego co się wydarzyło jedenaście lat temu, na tyle, że mogę ponownie myśleć o graniu.  Hazael to moje  niezrealizowane marzenie, chodziło to za mną  jak cień żeby zagrać ponownie te numery na scenie, po prostu musiałem to zrobić. Kropkę nad ,,i,, postawił Ted Tringo z The Crypt proponując reedycję Thor. Wiedziałem, że albo teraz albo nigdy. Ogromne podziękowania dla Rafała, Artiego i Nacho za wsparcie, wspaniali muzycy i dzięki nim mogłem zrealizować to marzenie. Walczyliśmy dzielnie – los chciał inaczej. Nie przewiduję powrotu, dokonało się co miało być.
 
 3.Cofnijmy się teraz w przeszłość. Początki Hazael to stosunkowo diabelska odsłona death metalu – surowa, agresywna, piwniczna. To zdaje się był etap, na którym szukaliście swojego brzmienia i kierunku, w którym chcecie pójść, skład był jeszcze trzyosobowy. Opowiedz trochę o tym demie i tamtym czasie. Jakie zespoły was wtedy inspirowały?
 

Koncert Overkill na Metalmanii 87 wgniótł mnie w ziemię, to było jak uderzenie piorunem, w głowie była tylko jedna myśl: chcę grać metal do końca życia. Granie było dla mnie esencją bycia metalowcem, tworzenie tej muzyki dawało mi poczucie bycia nią. Słuchałem Messiah, Bathory, Celtic Frost, Venom, Kreator i to były główne inspiracje. Najbliższym kumplem słuchającym metalu był Kruszyna. Ja chciałem grać na gitarze Kruszyna został basistą. Sokół bym moim kumplem z ławki w liceum, generalnie słuchał punka ale Messiah było wspólną zajawką. Tak powstał Hazael. Pierwsze demo to szaleństwo, cel był jeden: totalna pożoga. To było życie dla grania metalu, tylko to się liczyło. Chapel of Doom nagraliśmy w sali lekcyjnej w szkole, magnetofonem Kasprzak, ale słychać przestrzeń jak z piwnicy piekielnych czeluści. Pod wokal miałem podpięty szpulowy pogłos, gdzie taśma było trochę zdeformowana i dawała dosyć duże zniekształcenia, nie do osiągnięcia w technologii cyfrowej 🙂

 

4.Demo „Claivoyance” to już bardzo duży krok naprzód, względem kompozycji, brzmienia i formowanie się waszego stylu grania, które w pełni rozwinęło skrzydła na płycie „Thor”. Na perkusję wskoczył Mariusz Denst, na gitarze pojawił się Jacek Kania, a Ty zacząłeś grać na basie, pozostając stale w roli również wokalisty. Jaki był wtedy odzew na tę taśmę? Było już na niej mocno słychać wpływy skandynawskiego death metalu.

 

 

Clairvoyance było tym właściwym okresem, w którym kształtował się wizerunek czy brzmienie zespołu. Po odejściu Sokoła, pojawiła się pustka, Płock nie był wtedy urozmaicony muzykami, z perkusistą zawsze był problem. Denata znalazła w sumie moja mama, był synem jej znajomej nauczycielki 😉 Nie miał wtedy pojęcia o graniu na perkusji, ale bardzo chciał i to wystarczyło. Kania był kumplem Denata, przyprowadził go kiedyś na próbę, on miał po prostu wrodzony dar do grania na gitarze, to był dla nas dar od losu. W tym składzie zaczęliśmy szukać naszego stylu. Traf chciał, że pojechaliśmy z Kruszyną na Koncert Morbid Angel, supportował ich Sadus i Unleashed. Wtedy usłyszałem pierwszy raz Szwecję, to niskie strojenie gitar wypruwało mi flaki, wiedziałem ,że to jest to. Bardzo szybko odnalazłem więcej kapel tak grających, wchłonęło mnie to całkowicie. Przyszedłem na próbę i po prostu oznajmiłem: gramy Szwecję, oczywiście miałem już gotowe zajawki numerów. Obniżyliśmy strój w gitarach i to było takie pierdolnięcie, że nie mieliśmy wątpliwości, chcemy tak grać. Niestety musiał odejść z zespołu Kruszyna, nie dałoby się znaleźć nikogo na bass z jego charyzmą i wygarem z łapy. Graliśmy we trzech, w tym składzie nagraliśmy Clairvoyance, dograłem basy. W tym okresie pojawił się w naszym życiu Sulo, miał bardzo charakterystyczny styl grania, twarde łojenie rodem z Tampa. Zaświtało mi, że połączenie tego ze szwedzkim stylem to może być strzał w dziesiątkę i był. Przeszedłem na bass, Sulo dołączył do Hazael tak zaczął powstawać Thor. Hazael miał też piątego członka, Piotr ,,Pit,, Woźniak. On spinał wszystko w klamry, w każdej warstwie tego co robiliśmy, mimo że nie grał na instrumencie był jednym z nas i ma taką samą zasługę w tworzeniu tej płyty, jak my.

 

Dzięki Clairvoyance zagraliśmy w Jarocinie, tam zauważył nas Mackiewicz z Loud Out Records, to otworzyło drzwi do nagrania pełnowymiarowej płyty. Odzew na taśmę był bardzo pozytywny, także za granicą. Pisaliśmy z kapelami ze Szwecji, były nawet plany żeby Jorgen z Grave był naszym wokalistą, ta propozycja wyszła od niego.

 

 

5.Zawsze zastanawiało mnie co przedstawia okładka „Clarivoyance” autorstwa Tomka Dobrzenieckiego. Ma w sumie sporo wspólnego z „Morbid Reich” Vader, w kwestii kształtów i formy. Jest połączenie różnych ostrych, złowieszczych kształtów, agresywnej, jaskrawej kreski. Jesteś w stanie coś nam więcej o niej opowiedzieć?

 

 

Vader absolutnie nie był inspiracją. Słuchałem muzyki leżąc na ziemi, z głośnikami przy uszach a przed oczami trzymałem okładki płyt. Carnage – Dark Recollections z ich muzyką i okładką zaprowadził mnie do dziwnej krainy. Postanowiłem to przełożyć na papier i narysowałem Clairvoyance.

 

6.Czas na płytę „Thor”. Ufff, nawet nie wiesz, jak uwielbiam ten krążek! Absolutnie uważam go za jedną z najlepszych płyt w polskim death metalu. I wcale nie staram się niczego tutaj podkoloryzować. To był światowy poziom! Słychać tu wszystko co najlepsze kojarzące się z Unleashed, Entombed, Amorphis, czy Desultory (czyli głównie szwedzka scena), ale równie wiele daliście swojego do tej formuły – te riffy, harmonie, melodie, no i żeńskie chórki! Pamiętam niegdyś swoje zdziwienie jak poznałem tę płytę. Myślałem, że w jakimś stopniu zainspirowaliście się „Tales from the Thousand Lakes” Amorphis i jakże się zdumiałem, gdy zobaczyłem, że wasza płyta wyszła rok wcześniej (red. 1993)! Czyżby to Finowie zainspirowali się wami, haha? Jak oceniasz tę płytę z perspektywy czasu? Czy był potencjał przebić się z nią na światową scenę?

 

Tworzenie Thor pochłonęło nas całkowicie, codziennie się spotykaliśmy, rozmawialiśmy o płycie, próby kilka razy w tygodniu. Kania i Sulo praktycznie mieszkali razem szlifując gitary. To było jak jakaś misja, wiedzieliśmy że robimy coś właściwego, coś dla nas wielkiego, mieliśmy ciary grając ten materiał. Ostateczny szlif powstał w…lesie. Wyjechaliśmy na działkę w Puszczy Kampinowskiej. Pociągnęliśmy ile się dało prąd w środek lasu i tam graliśmy codziennie próby, to było jak podróż do innej krainy, to nadało ten specyficzny ostateczny klimat całości. Po dwóch tygodniach spędzonych w lesie, tylko my i muzyka, pojechaliśmy do studia i nagraliśmy Thora.

 

 

Tak był potencjał żeby przebić się na światowe sceny, tu nie chodzi tylko o muzykę ale o nas jako zespół, tworzyliśmy całość, jako kumple, jako muzycy, było w tym to ,,coś,, i to coś dodawało skrzydeł.

 

 

 7.Na „Thor” w pełnej krasie pojawiła się tematyka mitologii nordyckiej. Skąd takie kierunek w waszych tekstach, czy były to wpływy sceny szwedzkiej, czy po prostu interesowałeś się tematem i postanowiłeś to przerzucić na teksty utworów Hazael? Rozumiem, że ty byłeś za nie odpowiedzialny.

 

 

Jestem przekonany, że w którymś z poprzednich wcieleń byłem wikingiem, pamiętam jak we wczesnej podstawówce zobaczyłem film ,,Długie łodzie wikingów,, od tej pory moje życie było już inne 🙂 Wertowałem bibliotekę w poszukiwaniu czegokolwiek co by choć trochę zahaczało o tą tematykę. Thorgala chłonąłem oczami. Zawsze utożsamiałem się z Norwegią ale nie ukrywam, że to szwedzki Bathory miał na mnie największy wpływ odnośnie tematyki mitologii nordyckiej w muzyce. Pomysł tekstów i wizerunku kapeli wypłynął ode mnie, ale to Denat pisał teksty. Potrafił idealnie zawrzeć w słowa klimat jaki chcieliśmy osiągnąć. Robiliśmy burzę mózgów, opowiadaliśmy sobie historie, które kojarzyły się nam z danym numerem, budowaliśmy klimat, szukając odnośników w mitologi, z którymi mogliśmy połączyć nasze wizje.

 

 

 

8.Na płycie pojawia się utwór instrumentalny „Gungnir” (red. Gungnir to legendarna włócznia, którą posługiwał się Odyn), który poniekąd dzieli waszą płytę na dwa akty, jest takim oddechem przed kolejnym atakiem. Kto jest autorem i pomysłodawcą tej kompozycji? Przynosi na myśl powstający w tamtym czasie nurt tzw. dungeon synthu.

Udzielałem się towarzysko w industrialnym Rigor Mortiss, grałem z nimi czasem na basie czasem na gitarze, bardzo lubiłem z nimi grać koncerty, tam się zawsze działo i to była jazda bez trzymanki. Poprosiliśmy klawiszowca Radka Filarskiego, żeby napisał nam piosnkę o fiordach, no i napisał, naprawdę dobrze załapał o jaki klimat nam chodzi.

 

9.Na albumie znalazły się ponownie odświeżone „The Legacy of the Goat Tyrant” oraz „Ancient Mags” z dema „Clairvoyance”. Dlaczego zdecydowaliście się nagrać je tu ponownie? Swoją drogą bardzo do tej płyty pasują, w każdym aspekcie.

 

 

Clairvoyance zawierało już jakąś początkową koncepcję jak i co chcemy grać, uznaliśmy, że te utwory pasują do naszej opowieści, której efektem był Thor.

 

10.Grafiki na „Thor” tworzył ponownie Tomasz Dobrzaniecki, ale za okładkę odpowiada Tomasz Daniłowicz. Obaj stworzyli tu bardzo rozpoznawalne dzieła, pierwszy z Tomaszów słynny drakkar, a drugi okładkę z symbolem młota „Thora”. Opowiedz jak powstały te prace, czy była w tym jakaś wasza ingerencja, czy może daliście obu Panom wolną rękę?

 

 

Obie grafiki stworzyłem ja, młot Thora miałem zawsze na sercu i nie było wątpliwości, że chcę mieć go też na okładce płyty, drakkar to kolejny symbol, którego nie mogło zabraknąć. Okładkę Thora narysowałem odręcznie, po prostu usiadłem, wziąłem ołówek do reki i tworzyłem, wyobraźnia podpowiedziała resztę. Ten początkowy rysowany odręcznie wzór mieliśmy na naszych pierwszych koszulkach. Chcieliśmy, żeby młot na okładce był cały ze złota, poprosiliśmy miejscowego płockiego artystę malarza, żeby mój rysunek ubrał w kolory, on namalował obraz olejny i tak powstała okładka Thor. Tomek Daniłowicz robił skład graficzny płyty.

11.Bardzo cieszy fakt, że ta płyta jest teraz ponownie wznowiona przez Thrashing Madness, bo od jej wydania przez Dark Descent już trochę minęło i jej ceny na obu nośnikach zaczęły osiągać trzycyfrowe numery. Czy jesteś w stanie powiedzieć nam jak przebiegały prace nad oboma wznowieniami i czy ponownie jest szansa na pojawienie się albumu na winylu, tak jak to miało miejsce uprzednio? A może również kaseta? Ten format, jakimś cudem, przeżywa obecnie renesans.

 

Pierwsze wznowienie – coś narastało w przestrzeni, praktycznie w tym samym czasie zaczęli odzywać się ludzie z różnych stron świata z propozycjami wydania Thor, rozmawiałem o tym z kumplem Ray’em Skull z Raw Skull Recordz, okazało się, że Ted z The Crypt też szuka ze mną kontaktu. Bardzo szybko znaleźliśmy z Tedem wspólny język, do projektu dołączył Matt z Dark Descent. Z wydaniem CD nie było problemu, winyl już był wyzwaniem. Tedowi zależało na wznowieniu jak najbardziej zbliżonym do oryginału …ale nie było oryginału na winylu 🙂

 

Drugie wznowienie- napisał do mnie Leszek Wojnicz Sianożęcki czy nie chciał bym wydać po raz kolejny Thora, wiadomo Leszkowi się nie odmawia 🙂 Odświeżyliśmy trochę szatę graficzną, Leszek zadbał o to żeby było to wydane na najwyższym poziomie. Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa, jest szansa na wydanie Thora ponownie na winylu, ale niech to będzie niespodzianką. Myślę, że zaskoczymy tym wydawnictwem. Na tę chwilę nie planujemy wznowienia Thor na kasecie.

 

12. Na koniec chciałbym podpytać o płytę (wydaną niestety tylko na kasecie) „The Kiss and Other Movements”. Tutaj wasze granie już trochę się zmieniło, mam wrażenie, że poszło w stronę brzmień doom/gothic metalowych, pozostając wciąż w death metalowych fundamentach. Co było powodem pójścia w tym muzycznym kierunku i co sprawiło, że po tej płycie zniknęliście ze sceny na tyle lat? Czy są jakieś plany na wznowienie tej płyty na CD i winylu?

 

Po całej sytuacji związanej z Century Media, coś się wypaliło w zespole, nie było już tych emocji między nami. Odszedłem z Hazael, chłopaki w trzyosobowym składzie nagrali ten materiał beze mnie. Na tej płycie śpiewał Kania, to była pożegnalna płyta i niech taką pozostanie.

 

 

13.Dzięki ogromne za rozmowę i czas na nią poświęcony. To była mega przyjemność cofnąć się w czasie i porozmawiać z Tobą o waszych klasycznych materiałach pod sztandarem Hazael! Aby tradycji stało się zadość, ostatnie słowa należą do Ciebie!

 

Ogromne podziękowania za wywiad. Ogromne podziękowania za wsparcie, którego udzielili ludzie z całej Polski podczas mojej choroby, dzięki Wam udało mi się stanąć na nogi. Jedyne co mogę zrobić to odwdzięczyć się muzyka, którą dzięki Wam będę mógł znowu tworzyć.

 

Wywiad przeprowadził: Przemysław Bukowski